«Po wynagrodzeniu 3000€, trudno zdecydować się na polską płacę minimalną». Jak specjaliści IT pracują w dostawie w Polsce
Programiści, którzy przeprowadzili się do Polski, podzielili się z kanałem Dzik Pic swoim doświadczeniem pracy w dostawie. Publikujemy trzy historie.
Programiści, którzy przeprowadzili się do Polski, podzielili się z kanałem Dzik Pic swoim doświadczeniem pracy w dostawie. Publikujemy trzy historie.
«Zawód niebezpieczny, na czatach widzę, że kurierzy często przewracają się lub mają wypadki»
— Pracuję w Glovo, na Białorusi przez 7 lat byłem projektantem UX/UI. W tym czasie całkowicie się wypaliłem, dlatego postanowiłem spróbować czegoś innego.
Całe moje otoczenie składa się z informatyków i obawiałem się, że mnie nie zrozumieją. Poza tym po zarabianiu 3 tysięcy euro w Mińsku niełatwo zdecydować się na minimalną pensję w Polsce. A co wpisać na LinkedIn po stanowisku Senior Product Designer? Goose farmer?
Ostatecznie zdecydowałem, że dość wydawania oszczędności na mieszkanie i na siłę przechodzenia przez rozmowy kwalifikacyjne na pracę, której nie chcę. Zatrudniłem się w magazynie Biedronki jako kompletator.
To niewiarygodnie ciężka praca. W ciągu dnia musisz skompletować około 6 ton palet. Bardzo się męczyłem, ale po raz pierwszy od wielu lat jechałem do pracy z uśmiechem. Po kilku miesiącach moje biurowe ciało zaczęło bardzo się męczyć (choć zdążyłem pozbyć się tłuszczyku i porządnie się podbudować, polecam każdemu) i postanowiłem spróbować Glovo. Kupiłem sobie świetny nowy rower elektryczny i po dwóch dniach już dostarczałem zamówienia.
Usługi kurierskie i taksówki w Polsce działają poprzez firmy pośredniczące, które zajmują się zatrudnianiem i wypłatami. Ponieważ stawka godzinowa jest bardzo niska (30-40 złotych lub 7,8-10,4 dolara), partnerzy, aby płacić minimum podatków, znaleźli, moim zdaniem, nie do końca legalny schemat.
Zawierają z Tobą fikcyjną umowę na wynajem, na przykład roweru, i płacą Сi pieniądze, jakbyś im oddawał swój rower do użytku. A roweru może w ogóle nie być.
Wskutek tego firmy partnerskie wynajmują tysiące rowerów i płacą za nie kurierom pieniądze. Dzięki temu kurierzy płacą tylko 8,5% podatku samodzielnie na konto urzędu skarbowego, i widzę, że wielu nawet tego nie robi.
Ponadto kurierzy nie mają ubezpieczenia medycznego. Zawód jest niebezpieczny, na czatach widzę, że kurierzy często przewracają się lub mają wypadki. Niedawno w Krakowie faceta przejechał tramwaj.
Partnerzy oferują płacenie minimalnego ZUS-u, umowę na ćwierć etatu, wtedy wychodzi 560 złotych składek (141 dolarów) i masz ubezpieczenie zdrowotne. Ale nie spotkałem kurierów, którzy na to idą. Zwykle wszyscy są bez ubezpieczenia dla oszczędności. A żeby złożyć wniosek o kartę pobytu, kurier musi płacić chyba 2400 złotych podatków (626 dolarów) i na to też mało kto się zgadza.
Jak się zalegalizować? Przez ochronę międzynarodową. Lub szukać jakiejś firmy kurierskiej, gdzie jest normalna umowa. Można zalegalizować się przez Lisek i Pyszne. Tak czy inaczej, Unia Europejska zajęła się prawami kurierów i w najbliższym roku czy dwóch jest szansa, że wszyscy kurierzy w UE zostaną uznani za pracowników firm kurierskich. Teraz są uważani za samozatrudnionych i nie mają żadnych praw ani zabezpieczeń socjalnych.
Lubię pracować z ludźmi. Zazwyczaj wszyscy są bardzo szczęśliwi, gdy widzą kuriera. Z moich obserwacji wynika, że w Polsce ludzie są mniej konfliktowi i bardziej przyjaźni w porównaniu z Białorusinami.
Kurierzy zarabiają średnio 1-2 tysiące euro, jeśli pracują po 40-50 godzin tygodniowo. Na rowerze to średnio 30 złotych za godzinę. Samochodem i skuterem — 40-45 (10-12 dolarów). Za wynajem roweru kurierzy oddają około 600-800 złotych miesięcznie (156-210 dolarów). Za skuter — 1200 i więcej (ponad 310 dolarów).
Projektanci w Glovo wykonali świetną robotę. W aplikacji jest dużo grywalizacji i masz tam różne wyzwania. Na przykład, dostarczysz sto zamówień na 8 marca — dostaniesz 200 złotych premii (52 dolary). To niewiele, ale i tak przyjemnie.
Planuję zostać w dostawie jeszcze na długo. Latem chcę kupić samochód elektryczny i pracować na nim. Na skuterze i motorze też chcę spróbować. Lubię tę pracę i mam nadzieję, że będzie mi się podobać jeszcze długo.
«Można zarobić 3 tysiące złotych tygodniowo z jednym dniem wolnym»
— Pracowałem jako kurier w Białymstoku, a potem zatrudniłem się jako kurier Glovo w Warszawie, już od 1,5 roku. Wcześniej byłem administratorem systemów i przedsiębiorcą.
Wybrałem dostawę, ponieważ byłem administratorem niezbyt wysokiego poziomu. Moja wiedza nie wystarczyłaby, żeby administrować komputery programistów. Ale wystarczyłaby, żeby jeździć i konfigurować komputery ludziom w mieszkaniach, ustawiać sieci w małych firmach i naprawiać niezbyt skomplikowane awarie. Nie poradziłbym sobie z obsługą serwera od początku do końca.
Znudziła mnie też ta praca na Białorusi — z ciągłymi sytuacjami kryzysowymi i telefonami od klientów (rekord to 62 połączenia dziennie). Poza tym, żeby jeździć i pozyskiwać klientów w Polsce, trzeba dobrze znać polski, na poziomie B1. Mógłbym też poszukać pracy dorywczej w białoruskiej diasporze, ale byłem już zmęczony komputerami po Białorusi i nie chciałem.
Wybrałem Uber, bo najłatwiej było się zarejestrować. Jeździłem samochodem przez 3 miesiące, dopóki nie nastąpiła poważna awaria. Dorabiałem na budowie, naprawiłem samochód. Potem czekałem na rejestrację w Glovo i jeździłem na rowerze. Mniejsze wydatki na paliwo i naprawy.
Dlaczego Glovo? Bo gwarantowane są zamówienia. Na początku zarabiałem na rowerze po 60-70 złotych (15-18 dolarów), maksymalnie 120 (31 dolarów) dziennie za 3-4-5 godzin. Bolały nogi. Było lato. Upał. Raz na przejściu dla pieszych osobówka zahaczyła i wygięła tylne koło. Polak odwiózł do warsztatu i zapłacił za naprawę. Innym razem po 6 godzinach pracy przyjechałem do domu i zasnąłem nie rozbierając się, siedząc na kanapie, tak byłem zmęczony. Zaczęło boleć kolano.
Zrozumiałem, że trzeba porzucić rower. Skuterów do wynajęcia w Białymstoku nie było. Zadzwonił do mnie znajomy, pokazał dochody w Warszawie i zaoferował miejsce w hostelu, plus pomoc ze skuterem.
Teraz dostarczam na skuterze, bo na nim można pracować nawet 16 godzin. Kolana się nie męczą i bateria nie siada, tylko tankuj i doglądaj skuter. W przeciwieństwie do samochodu, można parkować gdzie się chce lub przetoczyć jak rower przez drogę i pojechać w przeciwnym kierunku. Wieczorem policji jest mało i jazda po chodnikach uchodzi na sucho, co oszczędza czas przy dostawie.
Oficjalnie mam umowę najmu skutera, za który przelewają pieniądze. Podatek 8,5% muszę płacić sam. Ale zatrudniłem się jeszcze na minimalną kwotę na umowę zlecenia. Płacę 160 złotych miesięcznie (42 dolary) i jestem uznawany za zatrudnionego z możliwością otrzymywania ubezpieczenia w ZUS.
Tak można zarobić 3 tysiące złotych tygodniowo (780+ dolarów) z jednym dniem wolnym pracując od 8.00 do 23.50 z jednym dniem wolnym. Mogę tak pracować przez 4 tygodnie, potem potrzebuję 2-3 dni wolnych z rzędu, żeby się wyspać, odpocząć, zresetować i znów można do boju.
Jeśli w listopadzie-grudniu dają wyzwania w Glovo po 100-130-150 złotych (2 tygodnie po 200 złotych lub od 26 do 78 dolarów) dziennie, to jeszcze 700-1500 złotych (182-390 dolarów) — do tych trzech tysięcy. W sumie dochodzi do 4-6 tysięcy tygodniowo (1050-1556 dolarów).
Mój rekord — 6460 tygodniowo (1690 dolarów) przy 16 godzinach pracy od 8.00. Prawda, po 2 miesiącach, zmęczony i niewyspany, postanowiłem przestać, bo zacząłem zasypiać na światłach, a nawet kiedyś w nocy w drodze do domu.
Wynajem roweru kosztuje 210-300 złotych tygodniowo (55-78 dolarów). Skutera — 300-350 tygodniowo (78-91 dolarów). Plus podatek — 8 lub 8,5%.
Czy zdarzały się niebezpieczne sytuacje? Ciągle. Normą jest, gdy raz dziennie ktoś chce cię potrącić, wyjeżdża przed ciebie i musisz gwałtownie hamować. Wszystkie takie sytuacje były na początku zmiany, więc pierwsze 3-4 zamówienia robię maksymalnie ostrożnie i powoli, dopóki nie nastawię się na zagrożenia.
Wziąłem na wykup używany skuter. Solidny, ale trzeba było «doprowadzić do ładu». W ciągu 5 miesięcy, od października, miałem 12 upadków. Niektóre lekkie, niektóre bolesne, niektóre przykre, często miałem szczęście. Skręciłem nogę, bolała 3 tygodnie. Rozproszyłem się i na dużym parkingu wjechałem w skręcającą ciężarówkę w tylne koło po stycznej. Ciężarówce nic, mnie też poszczęściło się, ale w skuterze kilka części się połamało.
W lutym zmieniłem opony na zimowe i nauczyłem się naciskać hamulce jednym palcem. Przez następne 6 miesięcy miałem dwa upadki. Zapłaciłem tysiąc złotych kary.
Zawsze robię zdjęcia, jeśli muszę zostawić towar przy drzwiach, żeby nie było pytań, że nie dostarczyłem. Sprawdzam adres na mapie i pytam, w jakim mieście jest osoba. Był przypadek, gdy zamawiający postanowił zażartować i wysłał przyjacielowi 120 sosów z McDonald’s. Adres okazał się nieprawidłowy. Najpierw jechałem zamiast 6 km 14 km na drugi koniec Warszawy, a potem okazało się, że ten adres jest w ogóle w innym mieście. Po 12 miesiącach nadal dojadałem te sosy.
Kiedyś do 44-piętrowego wieżowca dostarczałem z Biedronki 32 butelki bezalkoholowego szampana i produkty. Było ciekawe, kto złożył takie zamówienie za 946 złotych (247 dolarów), postanowiłem dostarczyć je w całości. Wszystko oddałem fajnej pokojowej pani w tatuażach i pojechałem. Przy następnym zamówieniu zajrzałem do bagażnika i zobaczyłem, że zapomniałem tam 3 butelki szampana. Z pamięci wróciłem, wszedłem i je zwróciłem. A po godzinie przyszedł napiwek 64 złote (17 dolarów). Przyjemnie.
Teraz uczę się polskiego i planuję ukończyć kursy IT. Gdy się wyuczę i dostanę ofertę, od razu skończę z kurierką. Albo jeśli znajdę pracę z elastycznym grafikiem za 10 tysięcy złotych miesięcznie (ponad 2,5 tysiąca dolarów). Najlepiej, żeby jeszcze płacili za mnie podatki.
Jestem gotów wrócić do pracy jako informatyk. Jeśli mnie przyjmą. Przecież mam doświadczenie z komputerami, odpocząłem 2 lata i bycie informatykiem nie jest już takie złe.
«Kiedyś dali 130 złotych napiwku do zamówienia za 20 złotych»
— Wcześniej pracowałem jako QA automation, teraz pracuję w dostawie samochodem (Uber, Wolt, Bolt) w Krakowie.
Dostawa jest prostsza i grafik elastyczny. Przeszedłem też wiele rozmów kwalifikacyjnych, niektóre pomyślnie, ale oferty nie było. A wiza się kończy, potrzebny jest pozwolenie na pobyt. A do pozwolenia na pobyt — praca.
Wcześniej wynajmowałem samochód (za 400 złotych miesięcznie lub ponad 100 dolarów). Plusy: serwis, naprawa, ubezpieczenie były na koszt wynajmującego. Minusy: każde zadrapanie — cios w budżet i trzeba przyjechać na serwis kiedy powiedzą.
Teraz pracuję na własnym aucie. Podatki trzeba płacić samodzielnie, w aplikacji partnera podana jest kwota. Już nie pamiętam, jak tam wszystko jest prawnie sformułowane.
Zarobki w tych aplikacjach, z którymi pracuję, są niewielkie. W Glovo jest znacznie więcej, ale tam jest dużo Auchanów i Biedronek z masą paczek i butelek wody, z których nie można zrezygnować (nie biorę hipermarketów, tam 10 toreb i zgrzewka wody, a potem plecy bolą miesiąc). Plus trzeba rezerwować sloty na określony czas i obowiązkowo przyjmować zamówienia.
Zima, a zwłaszcza grudzień — to najlepszy czas na dostawę. Wielu przyjezdnych i turystów. A jeśli śnieg lub deszcz — to żyła złota. Rowerzyści i skuterzyści niemal całkowicie znikają, a zamówienia sypią się tym, którzy są na samochodach.
W grudniu po odliczeniu paliwa i podatków wyszło do 7 tysięcy złotych (1820+ dolarów). W styczniu — o 2 tysiące mniej (1300 dolarów). W lutym — o 3 tysiące mniej (ponad 1000 dolarów). Latem będzie całkiem źle. Ludzie spacerują lub siedzą w restauracjach, mało kto zamawia dostawę.
Mój najlepszy dzień to 14 lutego — dużo dostaw kwiatów i sushi, wyszło ponad 600 złotych za dzień (157 dolarów).
Pracuję po 10-12 godzin dziennie, 1 dzień wolny w tygodniu. Przejeżdżam 100-200 km dziennie, w tym przez korki. Przebieg głównie miejski.
Z sytuacji w pracy: kiedyś dali 100 złotych (26 dolarów) napiwku gotówką i jeszcze 30 w aplikacji (8 dolarów). A sama dostawa kosztowała około 20 złotych. To wyjątkowy przypadek. Takiego nie tylko ja nie miałem — wielu kurierów przez całą swoją karierę kurierską (wymieniamy się informacjami na specjalnym czacie). Za co dali taki napiwek, tak naprawdę nie wiem. Po prostu w hotelu wszedłem na górę i wręczyłem jedzenie cudzoziemce prosto w drzwiach pokoju. Napiwki zostawiają bardzo rzadko, myślę, że do 100 złotych miesięcznie.
Z Uberem było wiele sytuacji, kiedy w aplikacji kurierskiej nie było numeru mieszkania, tylko numer domu. Ale klienci mówili, że wszystko wskazali. Wychodzi na to, że poważny błąd w aplikacji, a Uberowi to obojętne. Dlaczego nie naprawiają, nie wiadomo, irytuje to zarówno kurierów, jak i klientów.
Był też problem, kiedy litera w numerze domu gdzieś znikała. Próbowałem pisać bezpośrednio do deweloperów na LinkedIn, ale oni przekierowywali do wsparcia. Teraz już takich problemów jest mniej, może przyzwyczaiłem się. Jeśli coś, dzwonię i pytam po polsku. A na początku było ciężko.
Próbowałem sam zamawiać dostawę. Aplikacje są okropne, można i trzeba zrobić je wygodniejszymi, ale znowu, nikomu nie jest to potrzebne. Wskutku często bywa tak, że marker w aplikacji na mapie jest w jednej lokalizacji, a adres w zupełnie innym miejscu. Przyjeżdżasz na miejsce według nawigatora i okazuje się, że trzeba jechać jeszcze kilka kilometrów. Zazwyczaj proponuję dać mi za to napiwek, ale zwykle Polacy oszukują i nic nie dają. Teraz zmieniłem taktykę, nigdy nie czekam na klienta dłużej niż potrzeba według timera i nie daję się nabrać na obietnice napiwków. Limit zaufania został wyczerpany.
Zdarza się, że rozlejesz napój (to norma, średnio gdzieś raz w miesiącu). Zaczynasz przepraszać, Polacy krzyczą «spoko» i udają, że nic się nie stało. A potem okazuje się, że złożyli skargę.
Nieadekwatność ludzi i ogólnie serwisu po Białorusi bardzo mnie dziwiła. Bywa, że przyjdziesz, stoisz, czekasz na zamówienie w restauracji, a nawet na ciebie nie spojrzą, jakby Cię nie było. Kelnerzy notorycznie naruszają kolejność wydawania zamówień i w bezczelny sposób żądają potwierdzenia odbioru zamówienia, trzymając je w rękach, co oczywiście nie jest zgodne z instrukcją. Kiedy pytasz, ile czekać, mówią pięć minut, a w rezultacie możesz stać 20 minut.
Ale za to nawiązałem przyjacielskie stosunki z chłopakami z Bliskiego Wschodu, którzy pracują w kebabach. Czasami zdarza się, że czymś poczęstują.
Warszawa czy małe miasto? Rodzina przeniosła się z Olsztyna — znaleźli ponad 10 różnic (i nie wszystkie są oczywiste!)
Czytelniczka Dzika mieszkała przez dwa lata w Olsztynie — mieście liczącym 166 tysięcy mieszkańców — ale zeszłego lata przeprowadziła się do Warszawy ze względu na pracę partnera. Podzieliła się swoimi przemyśleniami na temat tego, gdzie żyje się lepiej.
"Mam wynagrodzenie oficjalne i mam kartę pobytu". Broker w Polsce uznał konto za podejrzane i sprzedał aktywa o wartości 100 tys. dolarów
«Realizujemy wypłatę środków z Twojego konta na Twoją prośbę». Problem w tym, że żadnej prośby nie było. Czytelnik «Złotego Dzika» opowiedział, jak broker XTB w ciągu kilku minut sprzedał jego aktywa i rozpoczął wypłatę pieniędzy.
"W promieniu 100 km nie ma tu żywej duszy, bardzo mi pasuje". Jak administrator sieci pracuje na polskiej stacji polarnej
Na blogu theprotocol.it opublikowano wywiad z programistą pracującym na polskiej stacji polarnej Hornsund, Łukaszem Kucem. Kanał DzikPic opowiada, jak wygląda praca informatyka na północy.
Chcesz przekazać ważne wydarzenie? Napisz do Telegram-bota
Główne wydarzenia i przydatne linki w naszym kanale Telegram