"Mam nadzieję, że jesteśmy ostatnim pokoleniem bitych dzieci". Pracownicy IT opowiadają, jak pasek wpłynął na ich życie (niełatwa lektura)
Cztery historie o przemocy w dzieciństwie.
Cztery historie o przemocy w dzieciństwie.
Cztery historie o przemocy w dzieciństwie.
Według danych inicjatywy «End Corporal Punishment» związanej z WHO, kary cielesne są najbardziej rozpowszechnioną formą przemocy wobec dzieci na świecie. Czasami nawet ludzie, którzy jednoznacznie potępiają przemoc jako taką, dopuszczają, że dziecko można «klepnąć» jako karę za jakieś przewinienie lub «w celach profilaktycznych».
Na początku 2026 roku całkowity zakaz kar cielesnych wobec dzieci obowiązuje tylko w 70 państwach z około 200. Wśród naszych sąsiadów, w 1998 roku bicie dzieci na poziomie ustawodawczym zakazała Łotwa, w 2004 — Ukraina, w 2010 — Polska, a w 2017 — Litwa. Obecnie na liście państw, w których zakazane są wszelkie kary cielesne wobec dzieci, znajdują się nie tylko Szwecja, Norwegia, Niemcy czy Islandia, ale także Zambia, Sudan Południowy, Kenia, Kongo i Laos — kraje tradycyjnie zaliczane do «trzeciego świata». Natomiast Białorusi wciąż na tej liście nie ma (podobnie jak USA, Australii, Kanady czy Włoch).
Dlaczego wielu rodziców nadal bije swoje dzieci nawet w XXI wieku? I jak to wpływa na same dzieci? Poprosiliśmy o wypowiedź naszych czytelników, którzy doświadczyli przemocy ze strony własnych rodziców.
Pierwsze wspomnienie Maksyma* o przemocy fizycznej ze strony matki pochodzi z początkowych klas (wcześniej pamięta tylko przemoc emocjonalną):
— Mama odrabiała ze mną lekcje i była taka zagadka: trzeba było wskazać szczeniakowi najkrótszą drogę do domu. Były trzy warianty. Za pierwszym razem wskazałem na zygzakowatą linię. Prosta wydawała się mojemu dziecięcemu umysłowi zbyt prostym wariantem, wówczas raczej próbowałem zgadnąć, która odpowiedź zadowoli mamę. Po błędnej odpowiedzi dostałem w głowę. Drugim wskazanym przeze mnie wariantem była falista linia — za to otrzymałem drugi klaps.
Później były bardzo rzadkie epizody, kiedy mama biła mnie paskiem lub skakanką — niezbyt często, nie zawsze mocno i boleśnie, ale towarzyszyła temu przemoc psychologiczna. Na przykład przekonywano mnie, że nie powinienem się zasłaniać, gdy jestem bity, że powinienem stoicko znosić karę, skoro «zawiniłem».
Brat był bity częściej. Był mniej posłuszny i bardziej samowolny — przez co trudniejszy w wychowaniu. Chociaż bili nie mnie, i tak robiło to na mnie silne wrażenie. Otrzymywałem bardzo wyraźny sygnał: będziesz zły i nieposłuszny — spotka cię to samo.
Jest jeden epizod, który szczególnie utkwił mi w pamięci. W okresie dojrzewania zacząłem kraść pieniądze. Nie oddawałem w szkole pieniędzy za wyżywienie w stołówce, mimo że szkoła nie pozwalała zrezygnować z tej usługi, i wszystko szybko wychodziło na jaw. W tamtym momencie nie miałem już zaufanych relacji z rodzicami, pozostawał tylko strach przed odrzuceniem, jeśli stanę się «niewygodny» lub «wstydliwy». Pieniądze wydawałem na kluby komputerowe i to hobby wydawało mi się wstydliwe — było czymś, do czego nie można się przyznać.
Po jednym z takich przypadków mama powiedziała mi: «Wiesz, że złodziejom kiedyś odcinano ręce?» Potem dała mi nóż do krojenia chleba — duży, z ząbkami — i kazała, żebym ciął swoją lewą rękę. Posłuchałem i zacząłem piłować swoją lewą rękę. Mama mnie zatrzymała, ale bliznę można zobaczyć do dziś. Patrząc na nią, nie myślę o tym, jak źle postępowałem, ale o tym, jak bardzo trzeba nie mieć empatii do własnego dziecka, żeby tak postępować.

Ojciec rzadziej przejawiał przemoc. Najczęściej zdarzało się to, gdy był pijany. Jeden z epizodów pamiętam fragmentarycznie: nie pamiętam, od czego się zaczęło, ale w pewnym momencie zacząłem wyzywać go od meneli i bezdomnych. Wściekł się, zaczął mnie bić, a potem zaciągnął do wanny i miałem wrażenie, że zaczął mnie topić, pytając co jakiś czas, czy się uspokoiłem. W pewnym momencie moja wola oporu została stłumiona i poddałem się — zacząłem mówić, że byłem w błędzie, że go kocham i tak dalej. Potem nastąpił najbardziej obrzydliwy epizod: rozebrał mnie i pstryknął mnie w genitalia, żartując przy tym: «jaki masz śmieszny penis».
Z trzeźwym ojcem pamiętam tylko jeden epizod przemocy. Siedziałem przy stole i próbowałem zrozumieć, jak rysować klucz wiolinowy. Ojciec podszedł, zapytał, co rysuję. Szczerze odpowiedziałem, po czym zostałem oskarżony o kłamstwo i dostałem klapsa w głowę. Dopiero kilka lat później zrozumiałem, że rysunek mógł przypominać penisy — w tamtym momencie nawet nie wiedziałem, za co dostałem cios.
Dlaczego moi rodzice tak postępowali? Jeśli chodzi o najbardziej wyraziste epizody, moim zdaniem mama postępowała tak z powodu niezdolności do radzenia sobie z potępieniem społecznym. W pewnym momencie odczuwała wstyd i winę, i czuła się tak źle, że musiała znaleźć źródło tego wstydu i się na nim zemścić. Aby rozwiązać sytuację i wziąć na siebie odpowiedzialność, trzeba być naprawdę dorosłym.
Wydaje mi się, że mama nie odczuwa wobec mnie bezwarunkowej miłości, jakiej zwykle oczekuje się od matki. Opinia społeczna była dla niej ważniejsza niż własne dzieci. Ja i brat jesteśmy postrzegani raczej jako projekt, w który włożyła wiele zasobów. I kocha nas nie jako osoby, ale jako rezultat swojej pracy.
Z ojcem sytuacja jest inna. Nie miał on zdrowego przykładu wychowania: wychował się w domu dziecka mimo żyjących rodziców. Moja autorytarna mama często go tłumiła i mógł być sobą tylko w stanie nietrzeźwym, pozostając jednocześnie pełnym uraz.
Po tym, jak dorosłem, próbowałem prowadzić z mamą dialog o tym, co działo się w dzieciństwie. Ale spotykałem się z oskarżeniami, deprecjonowaniem moich uczuć i jasnym przekazem, że «nie ma co grzebać w przeszłości» i trzeba ją zostawić w spokoju. Z tatą takie rozmowy były bardziej udane: przyznawał, że był w błędzie i mówił, że jest mu przykro, że to się działo.
Jak konsekwencje przemocy rodzicielskiej wpłynęły na moje życie? Przez długi czas wstydziłem się opowiadać o tym, co działo się w rodzinie. Do tej pory jestem ostrożny w relacjach z ludźmi i nie potrafię ufać. Kiedy dorosły, który powinien cię chronić, stosuje przemoc, o jakim zaufaniu do świata może być mowa? Trzeba stale odczytywać sygnały, skąd i za co może spaść kara. Ukształtowała się we mnie nadmierna surowość wobec siebie: trzeba być najlepszym, dążyć do ideału, aby zadowolić mamę i zasłużyć na jej miłość, w żadnym wypadku nie zasmucić i nie rozczarować jej.
Teraz przyszło pogodzenie się i zrozumienie, że to nie moja wina i że prawdziwej matczynej miłości nie osiągnę ani na nią nie zasłużę. Pozostał dyskomfort z powodu przebywania w pobliżu rodziców: łapię się na myśli, że mimowolnie dobieram słowa, aby mama miała lepsze wrażenie o mnie i moim otoczeniu.
Mam małą córkę i kategorycznie nie dopuszczam stosowania metod przemocy w wychowaniu. Nie chcę, aby dorastała z poczuciem, że nie można polegać na najbliższych ludziach i z ciągłym strachem przed odrzuceniem, jeśli stanie się niewygodna. Dla mnie odpowiedź na pytanie «dlaczego nie wolno bić dzieci» jest tak samo oczywista, jak na pytanie «dlaczego nie wolno bić starszych ludzi».
Chciałem podzielić się swoimi myślami i wspomnieniami na ten temat, ponieważ nasza rodzina była na zewnątrz w porządku. Zawsze mieliśmy jedzenie, schludne ubrania, czysty dom. Powiedziałbym nawet, że był to pokazowo czysty dom. I za ścianami takich domów rodzice często zapominają o innych rzeczach. I dzieją się tam obrzydliwe rzeczy, o których otoczenie nie ma pojęcia. Kochajcie swoje dzieci, bierzcie za nie odpowiedzialność.
W dzieciństwie małą Wierę* i jej mamę bił ojciec:
— Ojciec dużo pił, odkąd pamiętam. Był człowiekiem autorytarnym i stawiał wysokie wymagania wszystkim członkom rodziny. Powodem do kłótni i kary mogło być cokolwiek: przygotowane jedzenie, porządek w domu, oceny w szkole. A w stanie upojenia był zupełnie nieprzewidywalny, bił mamę i mnie.
Kary fizyczne były dla niego zwykłą praktyką. Towarzyszyła im również przemoc psychologiczna: dewaluacja, przepowiadanie przyszłości jako dozorcy lub dojarki, obietnica kary, ale później (to była specjalna tortura, bo kara mogła nadejść w dowolnym losowym momencie: i za dzień, i za tydzień, więc żyjesz jak na szpilkach).
Mieszkaliśmy w maleńkim mieszkaniu. Pamiętam, że podczas pijackich awantur ojca ja i mama kładłyśmy się spać na podłodze w kuchni. I jak zamieraliśmy za każdym razem, gdy ojciec wstawał, żeby pójść do toalety. Nigdy nie zapomnę tego zwierzęcego strachu, który wywołuje chęć zniknięcia.

Niestety, mama mnie nie broniła. Podczas kar stała obok, płakała, załamywała ręce, ale nic nie robiła. Wiele razy prosiłam ją o rozwód, ale zawsze odpowiadała, że nie ma dokąd pójść. A później zrozumiałam, że ona sama uważa kary fizyczne za dopuszczalną metodę wychowania. To było bardzo bolesne odkrycie.
W dorosłym życiu nie udało mi się omówić tego dziecięcego bólu z ojcem. I wydaje się, że byłoby to bezsensowne: i tak nie przyznałby się do swojej winy.
Chociaż widziałam podobne rodziny wokół, zawsze było mi bardzo wstyd opowiedzieć komukolwiek o tym, co mi się przytrafiało. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam: to, co robił mój ojciec, w żaden sposób nie charakteryzowało mnie jako złej osoby. To nie moja wina, tylko jego.
Był bardzo okrutnym człowiekiem. I w stosunku do ludzi, i do zwierząt. Sam miał podobne dzieciństwo, prawdopodobnie to wpłynęło. Czasami ofiary kar fizycznych same stają się zwolennikami takiego podejścia do wychowania. Bo przecież oni sami wyrośli na normalnych ludzi. Ale czy naprawdę na normalnych? To bardzo wątpliwe.
Jak to wszystko wpłynęło na mnie? Te wydarzenia mają ogromny kompleks konsekwencji, z którymi teraz sobie radzę z różnym stopniem powodzenia. Cztery lata terapii bardzo pomogły złagodzić te skutki, ale nie usunęły ich całkowicie. Odczuwam maniakalną potrzebę kontrolowania wszystkiego (ponieważ w dzieciństwie było to życiowo konieczne), trudność w podziale obowiązków i delegowaniu, trudność w przyjmowaniu pomocy i opieki. Mam też syndrom oszusta, ponieważ dla ojca zawsze byłam niewystarczająco dobra, mimo doskonałej nauki w szkole i na uniwersytecie, a obecnie dobrze płatnej pracy i doskonałych warunków życia, wspaniałej rodziny. I jeszcze potrzeba bycia dobrą dla wszystkich dookoła, czasami kosztem siebie.
Oczywiście, takie dzieciństwo mnie zahartowało: wiem, że ze wszystkim sobie poradzę, jestem bardzo empatyczna i łatwo odczytuję emocje innych ludzi, jestem pracowita i uparta w osiąganiu swoich celów. Ale z radością zamieniłabym to wszystko po prostu na to, żeby nie wszystkie moje dziecięce wspomnienia były zabarwione na czarno. I żeby dom rodzinny był postrzegany jako miejsce siły, gdzie jesteś bezpieczny i kochany.
To właśnie staram się teraz dać swojemu dziecku: bezwarunkowe wsparcie i miłość. Poprzez nią otaczam miłością swoje wewnętrzne dziecko. Nie może być mowy o żadnych karach fizycznych. Bicie ludzi jest niedopuszczalne. Kropka. I zawsze stanę w jej obronie.
Chciałabym zwrócić się do tych, którzy wiedzą, że wobec jakiegoś dziecka stosowane są kary fizyczne. Nie milczcie o tym, próbując zachować pozorną normalność rodziny. O żadnej normalnej rodzinie nie ma tu mowy, przemoc kaleczy dziecko. Róbcie wszystko, aby chronić dzieci przed takimi relacjami. Ponieważ nie wszystkim udaje się później pozbierać siebie do kupy.
Oleg*, będąc dzieckiem, również regularnie doświadczał przemocy ze strony swojego ojca:
— Niestety, musiałem przejść przez to doświadczenie. W dzieciństwie nie robiłem nic okropnego — nie biłem szyb, nie kradłem ojcowskiego «malucha» na przejażdżkę, nie trafiałem do izby dziecka. Po prostu byłem aktywnym dzieckiem.
Mimo to, ojciec ustanowił w domu reżim totalnego posłuszeństwa. Co dziwne, ponieważ w jego rodzinie wszystko było dość liberalne. Pasek, pokrzywa z otoczenia, przewód od przedłużacza — wszystko szło w ruch.

Miało to na mnie duży wpływ, wprowadzając do mojego charakteru znaczny element niepokoju. A także… Nie nazwałbym tego sadyzmem, ale pojawiła się we mnie tendencja do osiągania celów poprzez presję i czerpania przyjemności z tego procesu. W dzieciństwie przejawiało się to w postaci bójek z innymi dziećmi. W dorosłym życiu — toksycznością w pracy.
Jak tylko zdołałem to uświadomić sobie i przezwyciężyć, moja kariera ruszyła w górę. Obecnie kieruję zespołem liczącym kilkanaście osób i robię to w bardzo liberalnym stylu. Wątpię, czy ktokolwiek teraz uwierzyłby, że musiałem przejść przez coś takiego w dzieciństwie.
Wobec swoich dzieci nie planuję stosować kar fizycznych: uważam to za absolutne tabu. Niszczy to ludzką godność i tworzy destrukcyjne wzorce zachowań wobec osób, które się nie zgadzają. A między rodzicami a dziećmi przemoc zamiast relacji opartych na zaufaniu ustanawia relacje hierarchiczne. I to w najbardziej prymitywnej formie, gdy hierarchia opiera się na przemocy fizycznej.
Może to być łatwiejsze dla rodziców w danym momencie. Ale w perspektywie długoterminowej nie przyniesie niczego poza nienawiścią. Cieszę się, że we współczesnym świecie takie metody wychowania stały się nieakceptowalne. Mam nadzieję, że jesteśmy ostatnim pokoleniem bitych dzieci.
Długo nie mogłem wybaczyć ojcu. Praktycznie nie rozmawiałem z nim przez około 15 lat — i nawet potem pozostał osad. I czy było warto?
Z kolei Sergieja* w dzieciństwie biła mama:
— W jej arsenale był pasek. Oczywiście, nie dochodziło do sytuacji, w której trafiałbym do szpitala z wstrząśnieniem mózgu. Ale również wywarło określony wpływ na kształtowanie mnie jako człowieka. I raczej nie w lepszą stronę. Trudno mi prześledzić związek przyczynowo-skutkowy między cechami mojego charakteru a tą przemocą. Ale widzę go, chyba nie tyle w samoocenie, ile w moim stosunku do kobiet, w którym wyraźnie przejawia się strach.
Mam syna, kocham go i nie mogę sobie wyobrazić, co musiałoby się ze mną dziać wewnętrznie, żebym uderzył go paskiem.

Już jako dorosły próbowałem zrozumieć i wyobrazić sobie, co działo się wewnątrz mojej mamy, kiedy dawała mi pasa. Próbowałem wyobrazić sobie, jak postępowano z nią w dzieciństwie (spoiler — w jej rodzinie wszystko było jeszcze gorsze, dlatego wierzę, że przemoc wobec dzieci zanika).
Zrozumiałem też, dlaczego ważne jest czytanie klasyki. Czytałem w tym roku po raz pierwszy «Braci Karamazow». Tam temat przemocy wobec dzieci i chłosty w szkole jest wspominany kilka razy. Na przykład, gdy przechodzący mężczyźni pytali psotnego ucznia, czy biją ich jeszcze w szkole, i bardzo się martwili, gdy dowiadywali się, że nie.
To połowa XIX wieku. Tak, nie ma pewności, że Dostojewski dokładnie oddawał tę rzeczywistość, ale oczywiste jest, że już wtedy w społeczeństwie toczyła się dyskusja o tym, czy normalne jest bicie dzieci. A tu lata 90. XX wieku — i taka historia.
Myślę też, że pokolenie moich rodziców główną miarą sukcesu w wychowaniu dzieci widziało taki wskaźnik: «Nic to, za to wyrósł i wykształcił się, osiągnął coś». Ale zaproponowałbym mierzenie sukcesu wychowania innymi kryteriami:
* — imię narratora zostało zmienione