„Jak w domu”. Po trzech emigracjach najlepiej czuje się w Polsce
Założyciel firmy przeprowadził się z Mińska do Wilna, potem z Wilna do Lizbony, a ostatecznie do Warszawy.
Założyciel firmy przeprowadził się z Mińska do Wilna, potem z Wilna do Lizbony, a ostatecznie do Warszawy.
W. opowiedział Dzikowi, w czym Portugalia jest gorsza, a w czym lepsza od Polski.
Do 2020 roku nasz rozmówca mieszkał w Mińsku i prowadził kilka «cyfrowych biznesów» jako założyciel i konsultant. «Zarówno IT-owych, jak i nie-IT-owych — dodaje W. — dlatego mieliśmy możliwość wyjazdu. Warto zaznaczyć, że moje biznesy nie były powiązane z aktywami fizycznymi. Czyli nie były to maszyny produkcyjne, sklepy ani nawet praktyka prawnicza, która jest ściśle związana z konkretnym krajem».
W 2020 roku rodzina Białorusina przeprowadziła się na Litwę i była to, jak przyznaje, ciężka próba: «Trafiliśmy na pierwszą covidową zimę, kiedy panowała pełna izolacja i nie można było wyjść z domu ani porozmawiać z kimkolwiek poza dziećmi. To trudne nawet we własnym domu, a co dopiero w obcym kraju».
Stopniowo lockdown zelżał, zrobiło się łatwiej i W. mieszkał na Litwie do 2022 roku. Przyznaje, że początkowo planował przeprowadzkę do Polski, bo to kraj bliski językowo i kulturowo. Potem wybuchła pełnoskalowa wojna w Ukrainie i Białorusini postanowili wybrać miejsce jak najdalej od potencjalnych działań wojennych.
«To, że wybraliśmy Portugalię, a nie Hiszpanię, to w dużej mierze przypadek — wyjaśnia W. — Jednym z czynników była na przykład szkoła, w której znalazło się miejsce dla obojga naszych dzieci. Poza tym Portugalia bardzo łatwo wydawała wtedy zezwolenia na pobyt i przyznawała ulgi podatkowe wszystkim przyjeżdżającym».
Na początku rodzina przyjechała na kilka miesięcy, żeby rozejrzeć się i sprawdzić, czy ten kraj im odpowiada. Dopiero później zaczęli szukać mieszkania na dłużej i przewozić rzeczy.
Spodobały im się klimat, przyroda, krajobrazy i ocean, a także bogata kuchnia oraz bardzo zżyta społeczność ekspatów w Lizbonie. Z czasem zaczęły jednak wychodzić też minusy.
Między innymi wszystko, co dotyczyło stylu budownictwa i biurokracji, okazało się «ogromną barierą kulturową».
«Bo jeśli w Polsce i na Litwie wszystko jest mniej więcej jak na Białorusi, to w Portugalii jest inaczej — wyjaśnia W. — Domy stoją inaczej, przestrzeń miejska jest inaczej zorganizowana, a biurokracja działa w sposób zupełnie odmienny i niezrozumiały dla Białorusinów».
Jednym z ważnych czynników kształtujących życie cudzoziemców jest zjawisko zwane «portugalskim losowaniem». Oczywiście w każdym kraju są swoje specyfiki, ale — zapewnia Białorusin — portugalska biurokracja jest wyjątkowa.
«W Polsce, jeśli odmówiono ci czegoś, możesz złożyć odwołanie. A w Portugalii wynik jest po prostu nieprzewidywalny — mówi rozmówca. — Pięć osób może przyjść do tego samego urzędu z identycznymi dokumentami i jednej wszystko przyjmą, drugiej powiedzą, że «to w ogóle nie to», trzeciej oddadzą połowę, czwartej oznajmią, że brakuje jeszcze 120 dokumentów, a piątej w ogóle nie obsłużą.
Co więcej, może to zrobić jeden i ten sam urzędnik — zależnie od tego, jak z nim porozmawiasz, w jakim jest akurat nastroju, czy wypił kawę i tym podobnych rzeczy. Totalny chaos».
Jednak — dodaje W. — można to obrócić na swoją korzyść. «Nie należy mówić „popełniliście błąd“, bo skutkuje to jedynie tym, że wasz angielski nagle przestają rozumieć. Trzeba udawać zagubionego i zdezorientowanego obcokrajowca, takiego „blondyna“: dziesięć razy powtórzyć „oj, co mam teraz zrobić“ i „zupełnie tego nie rozumiem“, a wokół ciebie zbierze się dziesięć osób, które wspólnie znajdą rozwiązanie (w większości przypadków okaże się, że jedna z nich po prostu zapomniała postawić ptaszka i dlatego zablokowano ci konto)».
«Dlaczego wyjechaliśmy z Portugalii? Bo nagromadziło się — szczerze odpowiada Białorusin. — Jako ludzie, którzy przeprowadzali się trzy razy, wiemy, czym jest krzywa adaptacji».
Na początku przeprowadzasz się i krzywa idzie w dół. Jest ci ciężko, bo każde twoje działanie wymaga wysiłku, koncentracji i szukania informacji. W każdej najmniejszej sprawie trzeba googlować, pytać ChatGPT, dzwonić i pisać. Wszystkie te problemy cię przygniatają.
Potem w pewnym momencie trochę się adaptujesz i następuje faza euforii. Wszystko idzie dobrze, jesteś na fali wznoszącej.
A potem przychodzi plateau — i dalej jedna z dwóch opcji. Albo rozumiesz, że to «nie twój» kraj i zaczynasz się staczać w dół, albo przeciwnie — coraz bardziej się integrujesz.
W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że nie widzimy siebie w Portugalii za dziesięć lat. Nie ma takiego poczucia, że «zostanę tu i tutaj mnie pochowają». Raczej mieliśmy wrażenie, jakbyśmy byli na wycieczkowcu albo w kurorcie. Tak, słońce świeci, jest basen, ale chce się już do domu.
Być może swoją rolę odegrała też praca zdalna i brak pilnej potrzeby uczenia się portugalskiego, bo w Lizbonie wszyscy — od sprzedawcy po hydraulika — mówią po angielsku. Były też jednak bardziej przyziemne drobiazgi.
Na przykład Lizbona to bardzo głośne miasto. Nie jesteśmy już młodzi — mam niedługo 56 lat — i chcielibyśmy ciszy. A tam nie mogliśmy otwierać okna na noc przez samochody, turystów, wywóz śmieci i samoloty.
Po prostu samo miasto jest zorganizowane bardzo hałaśliwie. Standardowa lizbońska kwartał składa się z mniej więcej 40 domów, a w czterech z nich w danym momencie trwa kapitalny remont: gdzieś zdejmują dach, gdzieś kują ściany. A jeśli przeprowadzić się na spokojne przedmieście, trzeba będzie zabrać dzieci ze szkoły.
Irytowały nawet takie drobiazgi jak zbyt wąskie chodniki, po których można chodzić tylko gęsiego, przeskakując przez psie kupy.
Pod względem estetycznym Portugalia wypada gorzej niż Polska. Tak, przyroda jest piękna, ale Portugalczycy nie przejmują się, jeśli gdzieś pies nabroił, tynk odpadł albo chwast wyrósł pośrodku drogi. A w Polsce może i ludzie mają specyficzne poczucie estetyki, ale się starają — zakładają klomby, malują ściany i obsiewają trawą torowiska tramwajowe.
Osobno W. wspomina o portugalskim charakterze narodowym: «Tak jak współczesna Białoruś zbudowana jest na micie narodu partyzantów, tak Portugalia stoi na tęsknocie za przeszłością, na takim „nie ma tego, co już było“. Zdaniem Portugalczyków za Salazara też było dobrze, ale tak już nie będzie. W związku z tym są pogrążeni w tęsknocie i depresji, a z takim nastawieniem jakoś nie chce się pracować i wszystko wylatuje z rąk».
Jednocześnie — dodaje rozmówca — w Portugalii żyją ludzie bardzo otwarci na nowe znajomości, zarówno miejscowi, jak i ekspaci: «Na przykład w ciągu dwóch tygodni w Lizbonie poznaliśmy dziesięć razy więcej osób niż przez dwa lata w Wilnie. Społeczność jest po prostu fantastyczna. Dzięki otwartości ekspatów poznajesz niesamowicie interesujących ludzi — od projektanta z Hollywood po badacza ludobójstwa w Rwandzie».
Tu nie ma żadnej zagadki — W. zdołał wyrobić Kartę Polaka w ambasadzie Polski w Lizbonie, przy czym — jak mówi — przyjęto go jak drogiego gościa i prawie go uściskano oraz obcałowano.
Stały pobyt otrzymali w 2024 roku po sześciu miesiącach, a rok później złożyli wniosek o obywatelstwo, choć odpowiedzi jeszcze nie dostali — w Warszawie czeka się średnio 18 miesięcy.
«Zarówno Portugalia, jak i Polska mają wiele plusów i minusów. Ale trudno porównywać bliskość kulturową z dobrym klimatem czy międzynarodową społeczność z bliskością starzejących się rodziców — wyjaśnia Białorusin. — Poza tym z Kartą Polaka terminy, po których możesz liczyć na paszport, są jasne. A w Portugalii właśnie uchwalono nową ustawę, przez którą większość Białorusinów wypadła poza nawias. Bo u większości nie minęło jeszcze pięć lat od uzyskania pierwszego zezwolenia na pobyt».
Białorusin wraz z rodziną przeprowadził się więc do Polski i czuje się tam «jak w domu»: «Kiedy wracasz do bliskiego ci kulturowo i językowo środowiska, to tak, jakbyś zrzucił ciężki plecak, który ocierał ci ramiona».
W. przyznaje, że perspektywa uzyskania polskiego paszportu mocno wpłynęła na wybór kraju: «Ale patrząc wstecz, rozumiemy, że nawet bez tego czujemy się w Polsce o wiele bardziej komfortowo niż w Portugalii.
Na przykład są ludzie, którzy kochają wiosnę, i są ludzie, którzy kochają wieczną wiosnę. Jeśli chcesz mieć wieczną wiosnę — jedź do Portugalii. A jeśli chcesz poczuć prawdziwą wiosnę, kiedy schodzi śnieg, przyroda budzi się do życia i wszystko rozkwita — jedź do Polski».
W. podsumowuje: w Polsce podoba mu się praktycznie wszystko — od podatków, które są «niższe niż w socjalistycznej Portugalii, gdzie przy IT-owej pensji można trafić na 48% podatku dochodowego», po urbanistykę.
«Najgorsze, co mi się przydarzyło w Polsce, to kiedy z głupoty wyjechaliśmy na ferie zimowe do Zakopanego» — żartuje.

Релоцировались? Теперь вы можете комментировать без верификации аккаунта.
От себя не убежишь
Забавно, когда человек пишет в Португалии. Португалия просто дико разная, даже Лиссабон непонятно как объединить вместе, Кашкайш, Сетубал, центр, условная Амадора, Синтра это прям все очень больше разница. А регион Алгарве или условная Брага / Эвора так вообще другая страна.
Хотя если человек жил в "настоящем" (центральном) Лиссабоне... Но я честно не понимаю людей, которые там живут это прям мазохистом надо быть. И все же сомневаюсь, что речь о нем, так как: "Например, одним из факторов стала школа, где нашлось место для обоих наших детей". То есть речь явно о международной частной школе, а условно 29 из 30 школ находятся в западном Большом Лиссабоне, в основном Лиссабоне я знаю только одну и то открывшуюся в 2022 ЕМНИП.
в Польше ему нравится практически всё, от налогов (которые «ниже чем в социалистической Португалии, где с ИТ-зарплатой можно попасть на 48% подоходного») и до градоустройства
Да ладно, сам же сказал что NHR получил. А это освобождение от всех иностранных доходов (точнее возможность уплаты по месту получения, скажем по 13 процентов в РБ) и 20 процентов плоской шкалы на все доходы внутри.
С картой поляка при переезде в Польшу он вообще получил освобождение от всех налогов первые 115 тыс злотых (0% pit, а затем следующие 120 тыс по ставке 12%) при работе на рабочем контракте.
И на ИП тоже самое - освобождение первых 85 тыс и потом твоя плоская шкала.
Чем не сказка?
Пользователь отредактировал комментарий 29 мая 2026, 13:38
Ага а после 120 тысяч (то есть всего 2к евро) 32%. Это при том что в Варшаве условной нормальное жилье почти 2к евро. А на ИП плоская те же 19 процентов, что и в Португалии.
В Польше ему нравится практически всё потому что он поляк в третьем - пятом поколении вниз. Зов предков срабатывает.
А вообще то надо было хорошо подумать прежде чем в 56 лет срываться с нажитого места и пытаться устроить жизнь в другой стране. Результат предсказуем. Не получится.
такое впечатление, что человек из центра Лиссабона не вылезал. Непонятно только почему.
Что касается вечной или не очень весны, мне намного больше нравится кататься за ней в горы (вплоть до конца июня), и туда же за зимой. А под окнами и вообще в городе видеть снег имею околонулевое желание круглогодично.