Wsparcie nas

"Na szczęście w Tajlandii wszystko jest tańsze niż w Polsce". Utknęli przez nową wojnę – jak wracają do domu (i ile to kosztuje)

"Na szczęście w Tajlandii wszystko jest tańsze niż w Polsce". Utknęli przez nową wojnę – jak wracają do domu (i ile to kosztuje)

Dwie historie: jedna grupa przyjaciół jest już w domu, a druga nieplanowo utknęła w Tajlandii.

Konflikt zbrojny w Iranie i na Bliskim Wschodzie zakłócił i nadal zakłóca połączenia lotnicze w regionie. Największe huby lotnicze — w Dubaju, Abu Zabi i Doha — tymczasowo zawieszały działalność, co doprowadziło do setek codziennych odwołań i przekierowań lotów. Przestrzeń powietrzna kilku krajów Zatoki Perskiej była częściowo zamknięta, zakłócona została praca lotnisk w Kuwejcie, Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej, a międzynarodowe linie lotnicze całkowicie odwoływały loty do regionu na dni i tygodnie. Sytuacja do dziś nie wróciła do normy.

Od końca lutego Belavia wykonała 11 lotów ewakuacyjnych z Dubaju, Dohy i Salalah, sprowadzając do Białorusi 2360 pasażerów. A co z Białorusinami, którzy mieszkają za granicą i chcą wrócić do swoich nowych miejsc zamieszkania? Albo z tymi, którzy planowali wrócić przez kraje Zatoki Perskiej, ale z powodu odwołanych lotów nie mogą nawet dolecieć do Dubaju? Znaleźliśmy dwóch Białorusinów z Polski, którzy utknęli w marcu w Tajlandii.

«Jeśli jeszcze raz odwołają lot, pojedziemy na wyspę»

Ksenia, marketingowiec, od dwóch tygodni próbuje wrócić z Tajlandii do Polski.

«Kilka tygodni temu wraz z narzeczonym i przyjacielem postanowiliśmy pojechać na wakacje. Naoglądaliśmy się serialu The White Lotus i dlatego bardzo chcieliśmy do Tajlandii. Tak, długa i dość droga podróż z Polski. Ale zobaczyliśmy zdjęcia rajskich plaż i Bangkoku i zrozumieliśmy — warto.

Udało się znaleźć niedrogie bilety (co prawda z trudną trasą, na ostatnim odcinku chciałam po prostu umrzeć). Ostatecznie lecieliśmy Wrocław — Ateny — Delhi — Bangkok. Z Bangkoku udaliśmy się na wyspę Ko Chang, stamtąd z powrotem do stolicy.

I mieliśmy 12 marca wylecieć trasą Bangkok — Abu Zabi — Mediolan — Poznań.

Przylecieliśmy 27 lutego, a następnego dnia Stany Zjednoczone rozpoczęły 'specjalną operację wojskową' w Iranie i zrozumieliśmy, że najprawdopodobniej nasz lot powrotny się nie odbędzie.»

Ale nasza linia (Etihad) niczego nie komunikowała — dopiero około 7 marca zmieniono datę wylotu z Bangkoku. Wtedy zaczęłam się denerwować i analizować inne loty do Europy. Opcje były słabe: z powodu zamknięcia głównych lotnisk w Emiratach i Katarze pozostawały bezpośrednie loty do Europy (od 3 tysięcy euro) albo przez Chiny (od 2 tysięcy euro). Loty przez Chiny lub Malezję często obejmowały nawet 5 przesiadek. Bez ironii rozważaliśmy wariant: Bangkok — Chengdu — Ałmaty — Kutaisi — Poznań (cena «zaledwie» 3500 złotych za osobę).

Dla porównania: nasze pierwotne bilety kosztowały 2000 złotych za osobę w obie strony.

Ostatecznie 11 marca nasz lot najpierw został odwołany, a potem przełożony na 16 marca. Machnęliśmy ręką i ze smutku pojechaliśmy na północ Tajlandii, do wspaniałego miasta Chiang Mai. Świetnie się tam bawiliśmy i wtedy dowiedzieliśmy się, że lot ponownie przełożono — tym razem na 19 marca. Nasza grupa przeżyła z tego powodu załamanie nerwowe, ponieważ nie wszyscy pracują zdalnie i trzeba było uzgadniać z pracodawcami tak długą nieobecność.

Do tego dochodzi konieczność pozostania na własny koszt jeszcze tydzień w Tajlandii — linia lotnicza niczego nie rekompensuje, ponieważ wojna jest uznawana za okoliczność nadzwyczajną. Oferują jedynie pełny zwrot kosztów biletu lub zmianę rezerwacji (bez dopłaty). Przy czym nie można samodzielnie zmienić rezerwacji — trzeba to zrobić przez ich wsparcie albo lot jest automatycznie przekładany (jak w naszym przypadku).

Na szczęście w Tajlandii wszystko jest tańsze niż w Polsce. Teraz wynajęliśmy dom z dwiema sypialniami i salonem w centrum Chiang Mai na dwie noce za 200 złotych.

Krótko mówiąc, już się uspokoiliśmy, cieszymy się wspaniałym klimatem i jedzeniem i żartujemy, że jeśli nie odlecimy — to znak, że trzeba tu zostać. Tajlandia to świetny kraj: ludzie — wspaniali, jedzenie — rewelacyjne, przyroda — niesamowita, świątynie — zachwycające, woda jak ciepłe mleko! Sama już nie wiem, po co jeździć nad morze do Europy. Jeśli znowu odwołają lot, na pewno wybierzemy się jeszcze raz na jakąś wyspę. Ale myślę, że w tym tygodniu jednak dotrzemy do Europy.

«Muszę jeszcze odzyskać mojego drona z Chin»

Andrzej, programista. Wrócił do Warszawy z Bangkoku z czterema przesiadkami.

Poleciałem na miesiąc do Tajlandii z Polski na zimowanie — samodzielnie, bez wycieczki. Powrót planowałem na początek marca trasą Bangkok — Szardża — Warszawa. Kiedy Iran zaczął ostrzeliwać ZEA, zrozumiałem, że być może będę musiał zostać w Tajlandii dłużej.

I tak się stało. W tamtym momencie (4 marca) wszystkie loty Air Arabia były odwoływane, w tym mój (linia zwróciła pieniądze w formie vouchera). Najbliższe loty Air Arabia planowano dopiero na 16–18 marca, więc postanowiłem poszukać alternatywnych tras.

Na względnie bezpośrednich połączeniach ceny były astronomiczne (2–4 tysiące euro). Próbowałem polecieć przez Dohę liniami Qatar Airways, ale te loty również odwołano. Dlatego zdecydowałem się lecieć z pominięciem krajów Bliskiego Wschodu — przez Chiny i Turcję.

Do Chin wyleciałem 10 marca. Leciałem do Pekinu z przesiadką w Yuncheng. Następnego dnia poleciałem z Pekinu do Ułan Bator, gdzie spędziłem 20 godzin, a 12 marca wyleciałem do Turcji. Ze Stambułu tego samego dnia bezpośrednim lotem dotarłem do Warszawy.

Łącznie moja podróż obejmowała cztery przesiadki w trzech krajach i kosztowała mnie 4500 złotych. Swoją drogą, mam białoruski paszport, więc celowo wybierałem kraje tranzytowe z ruchem bezwizowym dla Białorusinów.

Podróż nie była łatwa i trochę popsuła wrażenia z zimowania, ale za to odwiedziłem dwa kolejne kraje w Azji. Obyło się bez problemów ze strażą graniczną — wychodziłem z lotniska zarówno w Chinach, jak i w Mongolii.

Za to z ochroną lotniska musiałem się tłumaczyć z powodu drona (zabrałem go z Polski, żeby nagrywać w Tajlandii). W drodze na zimowanie nie było żadnych pytań, ale w Chinach już się pojawiły. Okazało się, że do Pekinu nie można wwozić dronów na pokładzie samolotu — ani w bagażu rejestrowanym, ani podręcznym. Dlatego wysłano go pocztą do hotelu w Pekinie, w którym się zatrzymałem.

Od razu uprzedzono mnie, że dron nie zdąży dotrzeć przed moim wyjazdem z Pekinu (do wylotu zostało 16 godzin), więc jego los jest nieznany — czeka mnie jeszcze przygoda z jego odzyskaniem.

Zabrano mi też powerbank, ponieważ nie miał oznaczenia certyfikacji CCC (China Compulsory Certificate). Wszystkie powerbanki bez tego oznaczenia były konfiskowane podczas kontroli bezpieczeństwa w Yuncheng.

W Ułan Bator spędziłem 20 godzin i zdążyłem trochę pospacerować, ale byłem już dość zmęczony, więc nie udało mi się w pełni poznać miasta.

Samo zimowanie było bardzo udane — przede wszystkim dzięki towarzystwu przyjaciół. Mieszkają na Białorusi, więc mieli inną trasę, przez Taszkent, i dotarli bez problemów

.Ogólnie nie żałuję wyjazdu, nawet jego nieplanowanej części. Trochę szkoda pieniędzy, ale można je jeszcze zarobić, a doświadczenia i odwiedzone kraje zostaną ze mną na zawsze.

«Zарплата — 2Х от польского оффера». Три рассказа про страну где нет подоходного и зимы
«Pensja — 2X polskiej oferty». Trzy historie o kraju, gdzie nie ma podatku dochodowego i zimy
Na ten temat
«Pensja — 2X polskiej oferty». Trzy historie o kraju, gdzie nie ma podatku dochodowego i zimy

Chcesz przekazać ważne wydarzenie? Napisz do Telegram-bota

Główne wydarzenia i przydatne linki w naszym kanale Telegram

Абмеркаванне
Каментуйце без абмежаванняў

Рэлацыраваліся? Цяпер вы можаце каментаваць без верыфікацыі акаўнта.

0

Ксения, маркетолог, уже вторую неделю пытается вернуться из Таиланда

самы сумны чалавек

0

Тоже месяц в Чиангмая тусил — это северный Таиланд, совсем другой вайб (не ужасная Патайя/Пхукет), культурный город с коворкингами и кофешопами. Единственное что февраль-март smoky seasson и плохой воздух.

Улетал через Гаунджоу (отвратительно), но заехал ещё в Hong Kong (вот его сильно советую к посещению на денёк)