Wsparcie nas

„W zeszłym miesiącu przez trzy dni jadłem zupki instant” — dlaczego specjalista IT żyje od wypłaty do wypłaty, zarabiając 14 tys. euro?

Historia Aleksieja opowiedziana przez kanał o finansach w Polsce Złoty Dzik.

Historia Aleksieja opowiedziana przez kanał o finansach w Polsce Złoty Dzik.

Aleksiej to przedsiębiorca i architekt IT z 15-letnim doświadczeniem, który przeprowadził się z Białorusi do Polski po wydarzeniach z 2020 roku. Pracuje czasem po 18 godzin dziennie i zarabia od 8 do 14 tysięcy euro miesięcznie. Ale zamiast komfortowego życia, drogich gadżetów i podróży, świadomie odmawia sobie zwykłych przyjemności — nawet biletów na koncerty czy normalnego jedzenia pod koniec miesiąca.

Prawie wszystkie pieniądze Aleksiej od ponad roku inwestuje w projekt DZELKA — bezpłatną platformę dla Białorusinów na emigracji z kalendarzem wydarzeń, katalogiem firm i asystentem AI do spraw legalizacji. Dlaczego zrezygnował z «życia na szeroką stopę», jak wygląda jego budżet obecnie i dlaczego wybiera inwestowanie w projekt społeczny zamiast osobistego komfortu — przeczytacie w materiale «Złotego Dzika».

Kiedy pieniądze nie przynoszą szczęścia

— Ogólnie pieniędzy wystarcza, ale gdzieś muszę sobie odmawiać — na przykład koncertów. Wkrótce w Krakowie odbędzie się koncert The Neighbourhood, ale zdecydowałem, że nie pójdę, bo teraz ważniejsze jest, by inaczej rozdysponować te pieniądze.

Zajmuję się przedsiębiorczością w IT już ponad 15 lat. Na Białorusi miałem własną firmę i zarabiałem od 12 000 do 14 000 dolarów miesięcznie «na czysto». Zajmowaliśmy się dużymi projektami — sztuczna inteligencja, aplikacje mobilne. Po wydarzeniach 2020 roku musieliśmy relokować się do Polski wraz z zespołem.

W latach 2022-2023 prawie nie było pieniędzy: straciliśmy część zamówień, z niektórych sami zrezygnowaliśmy i faktycznie budowaliśmy wszystko od zera już w Europie. Wtedy głównym zadaniem było po prostu znalezienie środków na życie i równolegle uruchomienie własnego produktu.

Ostatecznie poszedłem na etat: na pół etatu jako dyrektor działu IT w firmie. I jeszcze na pół etatu jako architekt oprogramowania, głównie w dziedzinie sieci neuronowych: duże modele językowe, kustomizacja, pipeline’y, wielowarstwowe perceptrony. Mówiąc prościej, robię skomplikowane rzeczy, które odpowiadają, umownie, za to, żeby ChatGPT działał lub żeby ktoś miał własny niestandardowy ChatGPT z potrzebną funkcjonalnością. Łącznie z tych dwóch prac mam średnio ponad 8 000 euro miesięcznie. Czasami — do 14 000. Większość tych pieniędzy idzie na tworzenie Dzelki.

Jak powstał pomysł na produkt

— Kiedy przeprowadziliśmy się do Polski, jedni mieli problem ze znalezieniem pracy, inni — specjalistów. Nie istniał wspólny kalendarz z białoruskimi wydarzeniami, nie było jednolitej platformy z informacjami o legalizacji. Wtedy zrozumiałem, że póki mam pieniądze, chcę zrobić duży i użyteczny projekt. Portal, gdzie białoruski biznes będzie mógł reklamować swoje usługi, znajdować partnerów i klientów, publikować oferty pracy. Żeby był pełnoprawny kalendarz, gdzie będą wszystkie białoruskie wydarzenia w Polsce, i wbudowany asystent AI do spraw legalizacji i procedur prawnych. Tak powstał pomysł.

Serwis będzie całkowicie bezpłatny dla użytkowników, ale z płatnymi pakietami dla firm w pięciu językach: białoruskim, rosyjskim, ukraińskim, polskim i angielskim. Platforma przechodzi testy i znajduje się na końcowym etapie przed premierą.

— Ile już zainwestowałeś w projekt?

— Miesięcznie na rozwój projektu wydaję średnio 7 500 dolarów z własnej kieszeni (design — 270 euro, treść — 400 euro, pensje — 6000 euro, testy — 500 euro i marketing — 350 euro). I tak już 14 miesięcy.

To przedsięwzięcie okazało się bardzo kosztowne, choć na początku wydawało mi się, że finansowo na pewno dam radę. Kiedyś miałem dużo wolnych środków i nawet nie wiedziałem, na co je wydawać. Chcę wierzyć, że to inwestycja, ale na razie formalnie to jednak — czyste wydatki. Projekt żyje z entuzjazmu i moich osobistych dochodów. Dlatego teraz odmawiam sobie nawet biletu na koncert — wszystko idzie na rozwój projektu.

— A jeśli projekt nie wypali? Myślałeś o tym?

— Tak. W takim przypadku będziemy zbierać datki, żeby przynajmniej opłacić infrastrukturę serwerową i utrzymać działanie platformy. Jeśli datki nie pokryją kosztów, wyłączymy sztuczną inteligencję — to najdroższa część — i pozostawimy projekt całkowicie bezpłatny.

Dla nas ważna jest sama idea: pomóc ekspatom znaleźć firmy, usługi, wydarzenia i publikować własne wydarzenia. Zdecydowaliśmy z zasady, że nawet jeśli pójdziemy na ostry minus, projekt musi pozostać żywy. Nawet bez monetyzacji, bez osobowości prawnej, ale jako otwarta platforma.

Co więcej, zaimplementowaliśmy mechanizm społecznościowej moderacji na zasadzie Wikipedii, aby użytkownicy mogli samodzielnie utrzymywać i rozwijać portal.

Zakładamy również, że platformę mogą być celem ataków, dlatego z zasady nie przechowujemy danych osobowych. Tylko usługi i wydarzenia — informacje, które i tak są dostępne publicznie.

— W kwestiach legalizacji ważne są niuanse. Jeśli ktoś ma skomplikowany przypadek, skorzysta z konsultacji waszej AI, a w rezultacie zostanie deportowany z powodu błędu AI — kto za to odpowiada?

— Po pierwsze, od razu ostrzegamy, że możliwe są nieścisłości. Po drugie, istnieje dodatkowy algorytm, który śledzi błędy i koryguje odpowiedzi. Ponadto jest dodatkowa sieć neuronowa pełniąca funkcję kontrolera, która jest podłączona jako oddzielna warstwa i sprawdza odpowiedzi. W momencie, gdy dane są niewystarczające do precyzyjnej odpowiedzi lub sytuacja jest zbyt skomplikowana, użytkownik zostanie przekierowany do żywego konsultanta — już odpłatnie. Obecnie prowadzimy właśnie rozmowy z takimi specjalistami.

Bezpłatnie użytkownicy będą mogli otrzymywać akty prawne, wzory umów i wniosków z przykładami poprawnego wypełniania, a także uczestniczyć w czatach do dyskusji o kwestiach legalizacji.

«Kiedyś za jedno picie z przyjaciółmi wylatywało 800 euro za noc»

— Opowiedz o swoim budżecie — z czego się teraz składa?

— Policzmy. Kredyt hipoteczny z czynszem i opłatami administracyjnymi — 1 000 euro miesięcznie. Jedzenie, telefon komórkowy, internet — jeszcze około 1000 euro miesięcznie. Samochód — około 150 euro miesięcznie na obsługę plus 250 euro na benzynę. Rozrywka — koncerty, wyjazdy, wakacje — w sumie 1 000 — 1 500 euro rocznie, czyli parę setek miesięcznie. I to też raczej praca: trzeba się z kimś spotkać w kawiarni, restauracji. Niedawno graliśmy w tenisa z fajnym Białorusinem — też niezbyt tanio. Są jeszcze wydatki na poczęstowanie kogoś piwem, winem, ciastkami. Takie rzeczy — to niby podstawowe wydatki, ale stale występują. Według mnie istnieje etyka biznesowa i wymaga ona czasem gestu gościnności. Chodzenia, powiedzmy, do dość prestiżowych miejsc lub stworzenia atmosfery, w której wygodnie i komfortowo się rozmawia.

Nieźle zarabiam według polskich standardów: 8.000 euro miesięcznie na pewno wyjdzie średnio. Czasami więcej, ale nie mogę powiedzieć, że dobrze żyję. Często muszę sobie odmawiać. Na przykład w zeszłym miesiącu przez trzy dni jadłem zupki instant, zanim przyszła wypłata. Bo musiałem jednorazowo zrobić dużą płatność za serwery, za OpenAI i w tamtym momencie nie zostało żadnych pieniędzy. Telefon mam Realme, na przykład. IPhone’a nie używam, bo nie pasuje mi do pracy, i nie chcę brać czegoś drogiego.

— No ale to prestiż. Chodzisz na spotkania, tam potrzebne są jakieś markowe ubrania, telefon.

— Nie wiem, z mojego punktu widzenia nie mogę sobie na to pozwolić. Lepiej, nie wiem… zamówiłem sobie szafę. Właśnie wyszli pomiarowcy. Szafa, ok — szafa jest mi potrzebna, trzeba gdzieś trzymać rzeczy. A telefon… można i bez niego.

— Ile godzin dziennie pracujesz?

— Od 7 do 12 — nie mogę dokładnie powiedzieć. Wczoraj poszedłem spać o 7:30 rano, bo pracowałem 18 godzin. Ogólnie staram się pracować po 7 godzin dziennie, ale nigdy się nie udaje. Pewnie średnio będzie 8-10 godzin. Ale bardzo się staram 7.

— Wyjaśnij, dlaczego tak dużo zarabiasz i inwestujesz nie w swój komfort, a w projekt, który nie ma nawet sprawdzonej monetyzacji?

— Na Białorusi została nieruchomość, musiałem zamknąć biznes — prawie wszystko straciłem po przeprowadzce. Został mi ułamek dawnego majątku. I pierwszy rok w Polsce, przepraszam za wyrażenie, byłem po prostu w d**ie. A od drugiego roku emigracji zrozumiałem, że komfort nie daje szczęścia.

Na Białorusi mogłem wydać na siebie miesięcznie około 6 tysięcy dolarów. Zdarzało się, że na jedno picie z przyjaciółmi wylatywało 800 euro za noc. Teraz nie widzę w tym nic dobrego. Szczęśliwszy nie byłem, nawet przeciwnie, ponieważ musiałem tracić wielu, jak myślałem, przyjaciół. Ciągle były historie, że prosili o zapłacenie, bo «przecież tyle zarabiasz — co ci szkodzi?». Dlaczego zawsze mój poziom dochodu i stanowisko obracały się w to, że muszę być inwestorem wszystkich i wszystkiego. I to stwarzało nawet więcej problemów osobistych niż jakiejś satysfakcji moralnej z samej sytuacji finansowej.

Dlatego nie chce mi się jak kiedyś prowadzić kosztowny styl życia. Nie ma w tym jakby więcej sensu. Najwyżej do czego to doprowadzi — to do kreski kokainy w niezrozumiałym towarzystwie, ale to zdecydowanie nie jest to, dla czego warto byłoby żyć.

Przestałem pić i już rzucam palenie, uprawiam sport, jestem w dobrej formie fizycznej. Chcę przynosić korzyść społeczeństwu, więc nie widzę już sensu, żeby szaleć: pojechać na Maderę i szaleć tam cały miesiąc za 8 000 euro.

— Dlaczego wybrałeś Polskę do relokacji? Z twoimi możliwościami mogłeś wybrać dowolny kraj.

— Bo tanio: niższe podatki niż w Wielkiej Brytanii, tańsze życie, nieruchomości, artykuły spożywcze. Geograficznie bliżej i bardziej zrozumiałe procedury legalizacji.

«Po hiperfokusie zawsze jest 'dołek'. Płaczę i nienawidzę siebie»

— Czy jest może coś, czego ci brakuje w Polsce? Niektórzy specjaliści IT narzekają na niedojrzałe awokado i brak serków w czekoladzie.

— Brakuje mi skondensowanego mleka, rybek do piwa. Chociaż piję bezalkoholowe piwo, i tak chce się żółtego pasiastego, kalmara. Ukraińskie sklepy często sprzedają coś chemicznego, czymś obrobionego, nawet smakuje zupełnie inaczej. A na Białorusi można było pojechać nad jeziora, kupić suszonego węgorza. Takich rzeczy, oczywiście, bardzo mi brakuje.

Brakuje normalnej sfery usług. W Mińsku można było w nocy zamówić bukiet kwiatów i przywiozą go o dowolnej porze. Pod tym względem w Polsce oczywiście są problemy. Taksówkarz może jechać 15 minut, przyjechać nie tam i zacząć opowiadać, że muszę gdzieś iść. Takie rzeczy wydają się dziwne. Przecież zarabiasz kasę, to twoja praca, żeby świadczyć dobrą usługę, żebym do ciebie wrócił… Chociaż wszyscy narzekają, że na Białorusi usługi są złe. Ale one nie są złe, raczej ponure, ale i tak ich brakuje.

Brakuje przyjaciół i społeczności, wydarzeń. Bardzo chciałbym uczęszczać na białoruskie koncerty, ale trudno mi je znaleźć. Na przykład StandUp Sławy Komissarenki jest reklamowany tylko na Instagramie, a ja usunąłem się z Instagrama.

— Dlaczego usunąłeś się z Instagrama?

— Nie podobają mi się wzorce, których używa Instagram do wzmocnienia dopaminowego. Teraz maksymalnie ograniczam zbędną dopaminę. Staram się, żeby motywacja i nagroda, a także ogólnie praca dopaminowego systemu nagradzania była naturalna. Dlatego usunąłem się nie tylko z Instagrama, ale ze wszystkich mediów społecznościowych. Zostały tylko komunikatory Telegram, WhatsApp, Viber.

Mam ADHD i często łapię hiperfokus, co daje mi gigantyczną produktywność. Na przykład kiedyś zrobiłem dla jednej sieci hoteli w Europie konsultanta AI na recepcji w 3 dni, chociaż taka praca zajmuje 6 miesięcy. I zrobiłem to sam.

Po hiperfokusie zawsze mam dołek. Płaczę, nienawidzę siebie, jest mi bardzo-bardzo smutno. Poddaję w wątpliwość wszystko, czym się zajmuję, wszystkie moje osiągnięcia. Cały czas uważam się za nicość. I kiedyś było bardzo ciężko. Nawet nie lubiłem hiperfokusów, bo rozumiałem, że potem przyjdzie «kac». Po rezygnacji z mediów społecznościowych stało się łatwiej i «dołki» nie są tak głębokie. Ostatnim razem tylko płakałem, a właściwie cały dzień łzawiły mi oczy i czułem się przygnębiony. Chociaż wcześniej mogłem być dobę całkowicie niezdolny do funkcjonowania — nawet rozmawiać ze mną było niemożliwe, wszystko widziałem w negatywnym świetle. Teraz jest trochę lepiej, więc nie planuję wracać do mediów społecznościowych.

Jako architekt doskonale rozumiem, jak buduje się system nagradzania w grywalizacji i aplikacjach. Dlatego nie chcę igrać z tak ważnymi rzeczami dla regulacji zdrowia psychicznego. Nie uważam, że to jest tego warte.

— Gdybyś miał możliwość coś zmienić, mając doświadczenie, które już masz za sobą, co by to było?

— Żałuję tylko, że wcześniej nie wyjechaliśmy z Białorusi do Europy, a w 2021 roku skalowaliśmy biznes do Rosji i Ukrainy. Otwierałem biuro w Kijowie, mój partner — w Moskwie. A trzeba było skalować w kierunku Zachodu. Może nawet w kierunku Doliny Krzemowej. Teraz nie mogę znaleźć odpowiedzi, dlaczego tego nie zrobiliśmy i poszliśmy na Wschód. Chociaż gdyby nie było tego doświadczenia, nie stałbym się tym, kim jestem dzisiaj. Jak powiedziała jedna moja znajoma, każdy musi wypić swój kielich do dna. Uważam, że to był mój kielich.

Czytaj także
Senior z AI jest znacznie bardziej wartościowy niż junior z AI — polski jobboard opisuje rynek na 2026 rok
Senior z AI jest znacznie bardziej wartościowy niż junior z AI — polski jobboard opisuje rynek na 2026 rok
Senior z AI jest znacznie bardziej wartościowy niż junior z AI — polski jobboard opisuje rynek na 2026 rok
Portal justjoin.it podsumował główne trendy w IT na 2026 rok.
„Przekroczyłem prędkość w 2021 roku
„Przekroczyłem prędkość w 2021 roku". Wygląda na to, że Polska częściej odmawia wydania paszportów – również z powodu drobnych mandatów. Co z tym zrobić
„Przekroczyłem prędkość w 2021 roku". Wygląda na to, że Polska częściej odmawia wydania paszportów – również z powodu drobnych mandatów. Co z tym zrobić
W ubiegłym roku wzrosła liczba wniosków cudzoziemców o nadanie obywatelstwa polskiego. Jednak, jak piszą media, urzędy częściej odmawiają — podobno «wystarczy nieopłacony drobny mandat».
„W biurach IT mają potężne generatory. W razie czego można tam nawet zamieszkać z rodziną” — relacja z zamarzającego Kijowa
„W biurach IT mają potężne generatory. W razie czego można tam nawet zamieszkać z rodziną” — relacja z zamarzającego Kijowa
„W biurach IT mają potężne generatory. W razie czego można tam nawet zamieszkać z rodziną” — relacja z zamarzającego Kijowa
Jak wygląda życie i praca zimą, gdy scentralizowane dostawy prądu i ciepła zostały zniszczone przez ataki rakietowe.
"Mam nadzieję, że jesteśmy ostatnim pokoleniem bitych dzieci". Pracownicy IT opowiadają, jak pasek wpłynął na ich życie (niełatwa lektura)
"Mam nadzieję, że jesteśmy ostatnim pokoleniem bitych dzieci". Pracownicy IT opowiadają, jak pasek wpłynął na ich życie (niełatwa lektura)
Cztery historie o przemocy w dzieciństwie.

Chcesz przekazać ważne wydarzenie? Napisz do Telegram-bota

Główne wydarzenia i przydatne linki w naszym kanale Telegram