«Ceny jak w Kopenhadze, ale jesteś w Wilnie». Dlaczego białoruski specjalista IT wyjechał z Litwy do Polski
Mieszkałem na Litwie przez 7 lat, od 2018 roku. Kiedyś ten kraj był jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek Europy, a teraz to smutny kraj z wysokimi cenami. Opowiem, dlaczego wybrałem Polskę i jak urządzam się w nowym miejscu.
Mieszkałem na Litwie przez 7 lat, od 2018 roku. Kiedyś ten kraj był jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek Europy, a teraz to smutny kraj z wysokimi cenami. Opowiem, dlaczego wybrałem Polskę i jak urządzam się w nowym miejscu.
Kto pisze: Aleksandr, analityk biznesowy, mieszkał 7 lat na Litwie i w 2025 roku przeprowadził się do Poznania.
Wilno, źródło zdjęcia: Unsplash
«Białoruś mocno odstaje»
Celowo chciałem wyemigrować. Rozumiałem, że na Białorusi nie da się rozwijać, kraj mocno odstaje od innych państw. Wybrałem Litwę, ponieważ ukończyłem litewski uniwersytet i łatwiej było mi się tam zalegalizować.
Swoją drogą, do Polski i innych krajów zachodnich trudniej było wtedy wyjechać (może z wyjątkiem Cypru). Zazwyczaj przenoszono pracowników na konkretne projekty lub zapraszały ich konkretne firmy.
Akurat w 2018 roku zacząłem pracować jako analityk biznesowy. Ukończyłem kursy w PWT (Białoruski Park Wysokich Technologii, to specjalna strefa ekonomiczna i prawna (tzw. «wirtualny park»), stworzona w celu rozwoju sektora IT na Białorusi — red. Dzika) i zacząłem szukać pracy w tym zakresie. Znalazłem wakat w litewskiej firmie, która ma biuro w Mińsku. Podczas przygotowywania moich dokumentów pracowałem na Białorusi.
Do 2020 roku przeprowadzka była maksymalnie łatwa i bezbolesna, szczególnie dlatego, że często wracałem do domu. Już w 2020 roku, kiedy zrozumiałem, że mogą wkrótce po mnie przyjść, wyjeżdżałem w znacznie większym stresie.
«Życie stało się nudne». Dlaczego przeprowadziłem się z Litwy
Litwa była najszybciej rozwijającą się gospodarką Europy w latach 2016-2019, często nazywano ją «najlepszym hubem dla startupów technologicznych» w różnych rankingach. A Wilno było wtedy bardzo dynamicznie rozwijającym się, żywym miejscem.
Po COVID-19 wszystko zastygło. Ceny jak w Kopenhadze, ale nie jesteś w Kopenhadze, nie wiadomo za co płacisz. Do tego wysokie podatki, infrastruktura się nie poprawia. Życie staje się nudniejsze, lokale zamykają się, a koszty życia rosną.
Latem 2025 roku otworzyłem raport MFW o Litwie za 2024 rok. Jasno tam napisano: limity wzrostu gospodarczego, które można było osiągnąć po COVID-19 poprzez zwiększenie produkcji, zostały wyczerpane. Dalszy wzrost jest możliwy tylko jeśli zwiększy się produktywność. Czyli nauka, technologia, innowacje, R&D i tak dalej.
Ale jak to osiągnąć? Kto przyjedzie tu pracować? Norwegowie? Raczej nie. Białorusini, Rosjanie, Ukraińcy? Teraz są raczej wypychani. Co będzie w przyszłości, delikatnie mówiąc, nie jest jasne. Prawdopodobnie będzie gorzej.
W jednej z wiadomości piszą, że Litwa, aby utrzymać poziom wsparcia społecznego, musi albo podnieść podatki, albo przyciągnąć 100 tysięcy pracowników, najlepiej z branży IT. Ale jednocześnie na Litwie redukują biura EPAM i Wargaming. Jeśli lewa ręka nie wie, co robi prawa, to na pewno nie chce się zostawać.
«Wszyscy czekają na wojnę»
Z mojego otoczenia w ciągu ostatnich półtora roku wyjechali prawie wszyscy. Głównie do Polski, niektórzy do Niemiec.
Wśród tych, którzy zostali, panuje nastrój «trzeba wyjeżdżać, jak najszybciej». Część ludzi — może jedna lub dwie osoby — wymienia te same powody co ja: na Litwie życie jest zbyt drogie i przygnębiające. Wielu martwi się z powodu sytuacji z dronami, które spadły na Litwie. Najpierw nie mogli ich znaleźć, potem mówili, że właściwie nie było żadnych dronów.
Dla wielu takie zachowanie władz stało się sygnałem, że nie są one w stanie radzić sobie z zagrożeniami. Jeśli nie mogą zestrzelić dwóch dronów, to co będzie, jeśli przyleci cały rój? Co mają robić ludzie? Ewakuować się Wilią? Dlatego wielu chce wyjechać, właśnie ze względu na swoje bezpieczeństwo.
A wojna wisi w tle. Jeśli nie pełnoskalowa, to przynajmniej eskalacja lub prowokacje wojskowe.
Z dyskryminacją osobiście się nie spotkałem, ale słyszałem różne rzeczy
Słyszałem historie, gdy ludziom z IT anulowano pozwolenie na pobyt, bo 10 lat temu pracowali w umownym Alfa-Banku (największy prywatny bank w Rosji — red. Dzika). Ale nie znam ich osobiście, więc informacja na poziomie «ktoś komuś powiedział». Sam nie miałem problemów z litewskim urzędem imigracyjnym. Tylko gdy składałem dokumenty na drugą Blue Card, kazali mi wszystkie dane przepisywać ręcznie. Zajęło to bardzo dużo czasu, było nieprzyjemnie.
Wcześniej można było bez wartościowych trudności rozmawiać z ludźmi 40+ po rosyjsku. Teraz wywołuje to co najmniej zdziwione spojrzenie. Dlatego najpierw pytam, czy dana osoba mówi po angielsku.
Z agresją osobiście się nie spotkałem, ale widziałem ją z boku. W zeszłym roku pojechałem z przyjaciółmi do Nidy (kurort nad Morzem Bałtyckim — red. Dzika). Jedna z kobiet z naszej grupy chciała kupić ceramiczną latarnię morską na lokalnym rynku, gdzie sprzedają różne wyroby rzemieślnicze. Rozmawiała z przyjaciółką po rosyjsku, a sprzedawca bardzo się zdenerwował. Powiedział: «Rosjanie nie mają tu czego szukać». Powiedzieliśmy, że jesteśmy Białorusinami, to kontynuował rozmowę z nami podniesionym tonem. «Wy, Białorusini, uczestniczycie w tej wojnie. Wkrótce przegonimy was z powrotem razem z Ukrainą».
Zapytałem siebie: co ma do tego Ukraina i dlaczego nic nie mówi o tym, co Litwa może zrobić w wojnie bez Ukrainy? Ale powtarzam, że w stosunku do mnie osobiście agresji nie było.
Jednakże kiedy wydarzyła się sytuacja z Wasilijem Weremejczykiem (były żołnierz pułku Kalinowskiego, którego Wietnam wydał Białorusi — red. Dzika), zrozumiałem, że trzeba definitywnie wyjeżdżać. Człowiek walczył pod Bachmutem, miał odznaczenia bojowe, a odmówiono mu pozwolenia na pobyt, bo kiedyś służył w białoruskiej armii!
Czy za taką jakość pracy państwa mam jeszcze płacić podatki? Kiedy człowieka wsadzają do więzienia i grozi mu kara śmierci, nie chcę mieszkać w takim kraju i go finansować.
Główny rynek w Poznaniu, źródło zdjęcia: Unsplash
Polska — dobry stosunek jakości życia do ceny
Wybrałem Polskę, ponieważ mieszka tu wielu Białorusinów, odpowiada mi jakość i koszt życia. Dodatkowo moja firma ma tu biuro, więc mogli mnie po prostu przenieść na podstawie Blue Card.
Miasto wybierałem już na podstawie bardziej konkretnych parametrów: koszty życia, jakość infrastruktury, możliwości rozwoju, intensywność życia kulturalnego.
Warszawa odpadła od razu, jest zbyt droga, ogromna, cyklopiczna. Tak, jest tam dużo wszystkiego, ale życie jest drogie. Mogę pracować z biura, moi przyjaciele mieszkają w różnych miejscach, więc nie było takiego przywiązania do stolicy Polski. Plus sama Warszawa jest gigantyczna — zanim gdzieś dojedziesz, minie pół życia. Kraków też nie pasował, zbyt turystyczny.
Ostatecznie zdecydowałem się na Poznań. Jest tu komfortowo i niedrogo, jest wiele różnych wydarzeń, nawet planuję harmonogram na tydzień do przodu. Idealnie pasuje do tego, czego szukałem.
Zaznaczę, że w Polsce jest bardzo słaba cyfryzacja i niska jakość usług publicznych, banków i handlu detalicznego, w przeciwieństwie do Litwy. Moją pierwszą myślą było: «Boże, dlaczego nie można zrobić normalnie?». Ale za to na Litwie życie jest bardzo drogie, a ceny nie są rekompensowane ani jakością życia, ani możliwościami zarabiania, uczenia się, rozwoju.
Teraz organizuję swoją rutynę, zajmuję się legalizacją. Wokół jest wielu znajomych i przyjaciół, często bywałem w Polsce, dlatego budowanie nowego życia jest znacznie łatwiejsze.
Opinia autora może nie odzwierciedlać stanowiska redakcji.
Co jeszcze przeczytać o Litwie:
«Litwa to strefa komfortu». Jak Białorusinka studiuje za darmo na uczelni technicznej i pracuje w IT;
«Inne podejście». 4 historie przeprowadzki do Polski z innych krajów europejskich z Blue Card;
«Powód przeprowadzki nie był najweselszy». Specjalista IT przeniósł się z Litwy do Polski — i jest szczęśliwy.
Chcesz przekazać ważne wydarzenie? Napisz do Telegram-bota
Główne wydarzenia i przydatne linki w naszym kanale Telegram