Wsparcie nas

«Są rzeczy, których nie można kupić». Programistka mieszkała w Nowym Jorku i przeprowadziła się do Polski — jest zadowolona

W ostatnim czasie Dzik opublikował kilka tekstów o tym, jak ludzie przeprowadzają się z innych krajów do Polski.

Nadszedł czas na USA. Przedstawiamy fragmenty historii.

«Są rzeczy, których nie można kupić». Programistka mieszkała w Nowym Jorku i przeprowadziła się do Polski — jest zadowolona

W ostatnim czasie Dzik opublikował kilka tekstów o tym, jak ludzie przeprowadzają się z innych krajów do Polski.

Nadszedł czas na USA. Przedstawiamy fragmenty historii.

Maria ma 31 lat i jest frontend developerką. Mieszkała w Nowym Jorku i New Jersey przez dwa lata, a w 2023 roku przeprowadziła się do Polski.

— Wiele osób kocha Stany, widzi je w różowych barwach i marzy o przeprowadzce — nikogo nie zniechęcam, opowiadam wyłącznie o swoich doświadczeniach. Jestem osobą spostrzegawczą, racjonalną i krytyczną wobec systemowych wad. Cenię komfortową przestrzeń miejską, estetykę, bezpieczeństwo. Ważne jest dla mnie, aby wokół były zadbane ulice i dobrze ubrani ludzie. Cenię piękną architekturę i kontekst historyczny. Kawiarnie, parki, księgarnie — wszystko w zasięgu spaceru. Uważam, że praca służy do życia, a nie odwrotnie. Ważna jest dla mnie przewidywalność otoczenia, a nie iluzoryczne «możliwości» kosztem niekończącego się wyścigu.

Wszystkie zdjęcia z prywatnego archiwum

— Największym rozczarowaniem w Ameryce była dla mnie sama Ameryka. Przed przeprowadzką wydawało się, że to kraj wolności i możliwości; kraj, w którym możesz osiągnąć wszystko; tygiel kultur, gdzie wszystkie mieszają się ze sobą. Ale okazało się, że to tylko hollywoodzki obraz, który ma przyciągać ludzi.

Ludzie sprzedają mieszkania, zaciągają kredyty i jadą do USA, byle tylko odnaleźć się w tym amerykańskim śnie. Jednak jeśli popatrzymy na blogi młodych ludzi w Ameryce, zobaczymy, że im samym jest teraz bardzo ciężko. Pocovidowa gospodarka po prostu załamała się po «pieniądzach z helikoptera» Trumpa. Nastąpiła ogromna inflacja.

O wydatkach

Miałam sześciocyfrową pensję — 130 tys. dolarów rocznie na dwie osoby (mąż przez większość czasu nie mógł pracować, najpierw z powodu kwestii związanych z pozwoleniem na pracę, a następnie problemów zdrowotnych).

Po opłaceniu podatków i ubezpieczeń na rękę zostawało miesięcznie ponad 7 tysięcy. Tysiąc od razu odkładałam na emeryturę. 2,5 tys. początkowo szło na wynajem parterowego domu w New Jersey, plus 200 dolarów na media (w lutym 2023 przeprowadziliśmy się stamtąd do Brooklynu).

Kolejne 100 dolarów — za internet i 50 dolarów — za telefony dla dwóch osób. Około 1200 dolarów miesięcznie wydawaliśmy na jedzenie, ponieważ robiliśmy zakupy w sklepach takich jak Costco i Whole Foods. Jeszcze 300 dolarów na dostawy i wizyty w kawiarniach. To już ponad 4 tysiące. Dodaj do tego wydatki na naszego kota i 200 dolarów na przejazdy, ponieważ nie mieliśmy samochodu (mąż ma problemy ze wzrokiem, a ja nie miałam prawa jazdy). Na rękę zostawało nam około 1000 dolarów. I to mimo braku dzieci i samochodu! Bo przedszkola w Stanach kosztują około tysiąca dolarów miesięcznie.

O przedmieściach

Piękny obraz domków na przedmieściach w rzeczywistości okazał się nie tak korzystny: «Dobry dom kosztuje od 400 tys. dolarów w mniej popularnej dzielnicy, a w popularnej — od 800 tys. Dom, w którym mieszkaliśmy, kosztował 700 tysięcy. W Stanach uważa się, że wartość mieszkania powinna być równa trzykrotności rocznej pensji. Więc aby pozwolić sobie na taki dom, pensja musiałaby wynosić ponad 250 tys. dolarów rocznie. Zwykli ludzie mogą tylko marzyć o takich pensjach, więc aby pozwolić sobie na dom, trzeba naprawdę „harować“ albo zadowolić się tańszymi dzielnicami».

Jeśli nie dbasz o trawnik, dostaniesz grzywnę od HOA — stowarzyszenia mieszkańców, które reguluje, jak powinien wyglądać twój dom i okolica. Oprócz kredytu hipotecznego, obciąża cię nie tylko podatek od nieruchomości, ale także miesięczna składka w wysokości 200-400 dolarów.

Do tego bez samochodu nie dotrzesz ani do pracy, ani do parku, ani do najbliższego centrum handlowego. «Umiałam prowadzić samochód, choć nie lubiłam, ponieważ dostawałam choroby lokomocyjnej. Mąż nie może prowadzić ze względu na stan zdrowia. Przed przeprowadzką myślałam, że będę w stanie przełamać się. Nie udało się» — mówi Maria.

USA to jest «kraj dla rodzin»: «To dobrze, ale jeśli jesteś młodą osobą i chcesz imprez, to jest słabo. Jeśli chcesz się przejść — jedziesz do parku albo dzwonisz do znajomych. Potem idziecie do kogoś do domu lub do centrum handlowego, albo po prostu jeździcie samochodem. To jest dziwny styl życia. Uważam, że człowiek powinien mieć wszystko w odległości spaceru; powinien chodzić, pokazywać się ludziom, elegancko się ubierać. Aby było gdzie pójść, co zobaczyć, ciekawie i fajnie spędzić czas oraz smacznie zjeść».

Patio w domu rozmówczyni w New Jersey

O mieście

Alternatywy dla przedmieść praktycznie nie ma — ponieważ «życie w mieście jest okropne»: «Miasta są zrobione okropnie: po ulicach chodzą bezdomni i narkomani, co sprawia, że przebywanie na ulicy jest po prostu niebezpieczne. Wysoki poziom przestępczości i jednocześnie wysokie ceny mieszkań. Downtown (centrum miasta) jest przeznaczone do pracy, a nie do życia».

Na ulicach Nowego Jorku jest brudno i mało zieleni. «Nowy Jork często sprawia wrażenie miasta zatrzymanego w latach osiemdziesiątych-dziewięćdziesiątych: przestarzałe fasady, brzydkie szyldy z wyblakłymi naklejkami, zniszczenie i zaniedbanie. Ponieważ kanalizacja jest stara, w domu nie ma pralki, chodzi się do pralni publicznej, gdzie twoje rzeczy mogą po prostu zostać wyrzucone na podłogę» — opowiada rozmówczynia. — Wszystko stare, opuszczone, zaniedbane, brudne.

W Stanach nie ma wyznaczonych sprzątaczy ulic, każdy sam sprząta teren wokół domu. Przynajmniej w stanach, w których byłam, w Nowym Jorku i New Jersey, poza dzielnicami sypialnianymi — niesamowita ilość brudu i śmieci na chodniku. Nie tylko dlatego, że nikt nie sprząta, ale także z powodu samego systemu utylizacji: ludzie segregują śmieci, wystawiają je na zewnątrz w określone dni, śmieciarz odbiera. Czasami góra worków na śmieci jest wysoka jak człowiek.

Ulica, metro

Latem z powodu upału i wilgotności wszystko to gnije i niesamowicie śmierdzi, płyn z worków spływa w strumyczki, miesza się z zapachem moczu — smród jest tak silny, że szczypie w oczy. Osobiście nigdy nie mogłam się do tego przyzwyczaić».

W domu małżeństwa w New Jersey były mrówki, z którymi walczyli aż do przeprowadzki: «A w USA jest też duży problem z pluskwami, i też je mieliśmy — najwyraźniej zostały po poprzednich lokatorach. Do tej pory nogi swędzą mnie na samo wspomnienie».

«Z powodu braku podwórek ludzie załatwiają potrzeby gdzie popadnie (przy mnie bezdomny zrobił to na chodniku). Jest tu wielu dziwnych ludzi, nie ma szpitali psychiatrycznych od lat 80. (chodzi o proces deinstytucjonalizacji — red. Dzika), ponieważ finansowanie zostało ograniczone. Ci ludzie chodzą po ulicach, przerażają swoim zachowaniem, grzebią w śmieciach i bełkoczą lub krzyczą.

Na przykład, kiedyś jechaliśmy metrem w New Jersey i wysoki czarny mężczyzna zaczął wykrzykiwać przekleństwa do białych, a potem oblał napojem gazowanym mnie i jeszcze jednego mężczyznę, gdy wychodziliśmy z wagonu. Młodzi faceci stali w dzielnicy handlowej w Soho i oskarżali białych ludzi o wszystkie grzechy, życząc im śmierci. I to jest codzienność.

Na dolnym Manhattanie zobaczyłam kiedyś dwie osoby ze strzykawkami, które zaciskały żyły i ćpali, i nie obchodziło ich, że wokół są ludzie. Co prawda sami mieszkańcy też nie zwracali na nich uwagi — wszyscy są przyzwyczajeni. Lepiej nie patrzeć i odwrócić się, żeby cię to nie dotknęło».

O bezpieczeństwie w mieście

Podczas pobytu w USA dziewczyna widziała podpalenie samochodu pod domem, włamanie do auta, publiczne zażywanie narkotyków, zatrzymania. Zainstalowała nawet specjalną aplikację z raportami policyjnymi i okazało się, że «w Nowym Jorku ciągle dzieje się jakaś dziwna rzecz: kogoś postrzelili, obrabowano sklep, podpalają samochody, przewracają, wysadzają. Kobiety są gwałcone, a dzieci porywane. Każdego dnia — czerwone punkty na mapie».

Jak opowiada programistka, na jednej ulicy mieszka klasa średnia, a na innej może znajdować się getto. Po niektórych ulicach lepiej w ogóle nie chodzić: policja ich nie patroluje, ponieważ jest tam zbyt niebezpiecznie.

Bezpiecznie jest właśnie na przedmieściach, gdzie sąsiedzi znają się nawzajem i istnieje «segregacja według dochodów», czyli życie obok ludzi zbliżonych na drabinie społecznej: «Najbezpieczniej żyje się w gated community z ogrodzeniem wokół i ochroniarzem».

Płonący samochód

O jedzeniu

«W USA jedzenie nie jest taką wartością jak u nas. To bardziej paliwo, najważniejsze, żeby była duża objętość» — kontynuuje Maria. — «Z powodu braku regulacji producenci dodają do żywności ogromne ilości wzmacniaczy smaku, cukru i soli. Galaretowaty kurczak, bezsmakowe warzywa i owoce. Importowane jagody z Ameryki Południowej są bardzo smaczne, ale kosztują drożej. Duży wybór orzechów — to plus.

O amerykańskim chlebie tylko leniwy nie powiedział, nie będę się powtarzać. Lokalne słodycze są robione na bazie cane sugar lub z dodatkiem syropu kukurydzianego — nie mogliśmy się do nich przyzwyczaić i ratowaliśmy się europejską czekoladą.

Dla sprawiedliwości powiem, że wołowina w Stanach jest niesamowita. Wybór żywności w USA jest ogromny, ale jeść smacznie i zdrowo to nie lada wyzwanie. Najsmaczniejszym jedzeniem w tym okresie była kanapka w samolocie z Nowego Jorku do Warszawy.

Małżeństwo robiło zakupy głównie w europejskich, azjatyckich i «rosyjskich» sklepach.

Według Marii, w przeciętnych barach w Nowym Jorku jest brudno i nieprzyjemnie pachnie. W «normalnych» restauracjach «cena nie odpowiadała jakości». Na przykład, rachunek za koreańskie BBQ wyniósł 120 dolarów, plus 20% napiwku. Albo, na przykład, pizza z Domino’s początkowo kosztowała 25 dolarów, ale z dostawą, opłatą serwisową i napiwkami dla restauracji i kuriera wychodziło już 40 dolarów.

O obsłudze

Na przykład, mąż Marii poszedł do fryzjera, który nie zdezynfekował nożyczek po poprzednim kliencie i zaraził go infekcją skóry.

O konserwatyzmie technologicznym

«Ameryka jest młodym, ale zaskakująco konserwatywnym krajem. Ludzie są nieufni wobec technologii, wielu nadal korzysta z czeków i stacji benzynowych sprzed pół wieku. W domach z nowoczesnych rzeczy są tylko iPhone’y i MacBooki, a same budynki najczęściej nie były renomowane od dziesięcioleci.

W Nowym Jorku kierowca nadal akceptuje tylko gotówkę i tylko dokładną kwotę. Jeśli dasz mu 3 dolary zamiast 2,5, nie przyjmie. I tak jest ze wszystkim.

Nikt nie jest zainteresowany posuwaniem się naprzód i wydawaniem na to podatków. Działa i wystarczy. Ogólnie, jeśli przyjmiesz za aksjomat, że w Stanach wszystko jest robione nie dla człowieka, ale dla maksymalizacji zysków korporacji, wszystko staje się jasne».

O segregacji

Przed przeprowadzką Maria myślała, że w USA różne narodowości żyją razem w pokoju.

«Segregacja według różnych kryteriów jest normą: chińskie dzielnice, pakistańskie, latynoskie, czarne getta, białe kwartały. W Nowym Jorku, na przykład, istnieje ogromna społeczność żydowska, a w New Jersey — koreańska. W naszych czatach dla migrantów lubią krytykować Rosjan za Brighton Beach, ale jakoś milczą o innych.

Większość migrantów pierwszego pokolenia nie wpisuje się w amerykańskie społeczeństwo i nie miesza się między sobą».

O edukacji

Edukacja jest wysokiej jakości, ale droga: «Najtańszy college kosztuje od dziesięciu tysięcy dolarów rocznie, czyli za 2 lata ponad 20 tys. dolarów jak nic. Bierzesz kredyt, pracujesz, dorabiasz, spłacasz kredyt latami, będąc już specjalistą. To norma».

O medycynie

Maria płaciła standardowe 150 dolarów na osobę miesięcznie za ubezpieczenie, ale pokrywało ono tylko część wizyty u lekarza.

«Płacisz za każdą wizytę u lekarza i usługę. Na przykład, terapeuta to 50 dolarów za wizytę i jeszcze 100-200 dolarów za samą konsultację lub leczenie» — opowiada. — «A w szpitalu nie mówią ci kwoty z góry, rachunek wystawiają po fakcie i możesz stać się dłużnym jak licho. Jeśli masz duży dług — płacisz latami lub ogłaszasz bankructwo. Jeśli nie masz pieniędzy — w szpitalu mogą umorzyć dług, o ile wiem, ale nie zagłębiałam się w ten temat. Ale oczywiście medycyna tam jest wysokiej jakości i uważam, że lepiej drogo i dobrze, niż za darmo i źle.

W poczekalni u dentysty

Pracodawca nie płaci za zwolnienie lekarskie, ludzie chodzą do pracy chorzy. Wszystko jest tak skonstruowane, że musisz pracować i zarabiać ciągle».

O biurokracji

«Z powodu braku centralizacji każda służba państwowa wymaga od ciebie stosu papierów. Idziesz do nowego lekarza — wypełniasz absolutnie wszystkie informacje o sobie. Wszystkie rachunki, roszczenia i kary przychodzą pocztą, tak jak liczne listy od służb i banków (można zaznaczyć opcję elektronicznego obiegu dokumentów) wraz ze spamem. To irytujące. Na każdy nowy list czekasz z ciężkim sercem».

O aspektach społecznych

W Stanach nie ma federalnego kodeksu pracy, takie prawa są uchwalane na poziomie stanu. Głównie wszystkie warunki pracy pozostają w gestii pracodawcy, więc tutaj — jak się zatrudnisz: «O ile wiem, średnio Amerykanie otrzymują przy zatrudnieniu tylko 10 dni urlopu rocznie. Dlatego głównie podróżują po parkach narodowych. Dominikana, Meksyk, Hawaje i Kanada — do Europy zanim dolecisz…».

Sama Maria miała 14 dni zarówno na urlop, jak i na zwolnienie chorobowe.

Urlopu macierzyńskiego też nie ma, zgodnie z prawem przysługuje tylko 12 tygodni bezpłatnego urlopu z zachowaniem miejsca pracy, a dalej «jak chcesz, tak sobie radzisz» (jednak norma ta może się znacząco różnić w zależności od stanu). Zwolnić (jak i odejść z pracy) można z dnia na dzień.

«Prawie 50% populacji nie ma nawet 500 dolarów oszczędności (według ankiety GOBankingRates przeprowadzonej w listopadzie 2023 roku wśród 1063 dorosłych Amerykanów — red. Dzika), czyli żyją od wypłaty do wypłaty. Wszystko idzie na życie i opłacenie rachunków. Płacisz podatki — i niemałe, ale nie rozumiesz, dokąd one idą. Przez te dwa lata tylko raz widziałam remont na ulicach, kiedy zamknęli stację metra».

Według niej, USA ogólnie o pieniądzach: jeśli je masz, jesteś królem, nie — masz problemy. Na przykład, w sądzie wygrywa ten, kto ma lepszego adwokata, «opiekę medyczną i edukację otrzymasz na to, co zarobiłeś».

«Jedynym dużym plusem są relacje między ludźmi: Amerykanie są z natury milsi, nie ma „człowiek człowiekowi wilkiem“. Przynajmniej za dnia».

Jednocześnie Maria przyznaje, że wiele problemów w USA wynikało z ich «stylu życia». Na przykład, z powodu braku samochodu nie mogli pojechać do jakiegoś parku narodowego czy innego stanu: «To wyłącznie nasz problem».

W metrze — reklama z pensją absolwentów IT

W rezultacie — wyjazd do Polski

Maria mówi, że te dwa lata były «okropnym czasem». W tym czasie schudła, ciągle się denerwowała i zarobiła przewlekłej choroby. Życie w Stanach wydawało jej się niekończącym wyścigiem. W końcu małżeństwo zdecydowało się na kolejną przeprowadzkę.

«Obiecywano mi zrobienie zielonej karty półtora roku po zatrudnieniu. Ale to się nie wydarzyło, ponieważ w tym momencie nie pracowałam przy projekcie, byłam na ławce, a na rynku zaczął się kryzys» — wyjaśnia Maria. — «Po wojnie klient powiedział mi wprost, że są obecnie problemy z zatrudnianiem kandydatów z Białorusi i Rosji. Krótko mówiąc, karmiono nas obietnicami, ale nie wyszło.

Nie mieliśmy opcji legalnego pozostania w Stanach. Jednocześnie pracodawca otworzył relokację do krajów takich jak Gruzja, Serbia, Łotwa, Litwa i Polska. A ponieważ przyglądaliśmy się Polsce od dawna, jeszcze od 2021 roku, postanowiliśmy ją wybrać».

Para przeprowadziła się do Polski w październiku 2023 roku. Mieszkają tu już dwa lata, ale nadal są bardzo zadowoleni z otoczenia.

«Jestem taką osobą, że chcę widzieć wokół piękno — elegancko ubranych ludzi, piękną architekturę, zadbaną przestrzeń miejską, piękną zieleń. A w Stanach nawet zieleń pachniała inaczej. Po deszczu w Nowym Jorku jakby nic nie pachniało. A w Polsce, gdy wychodzisz na ulicę, po prostu oddychasz pełną piersią» — mówi Maria.

Programistka podkreśla, że czuje się w Europie znacznie bezpieczniej — ze względu na politykę społeczną, oficjalne urlopy, urlopy macierzyńskie i zwolnienia chorobowe. W przypadku choroby może się zatrzymać i odpocząć, a nawet kolejki do lekarza jej nie przeszkadzają.

Więc jednak USA czy Europa?

Maria radzi tym, którzy planują relokację, aby rzeczowo porównali Europę i USA na podstawie opinii samych Amerykanów i nie spalali za sobą mostów: «Nie wydawajcie wszystkich oszczędności i nie sprzedawajcie mieszkania od razu — wystawcie pełnomocnictwo dla krewnych i działajcie stopniowo.

«Życie w Stanach to ruletka» — uważa Maria. — «Wszystko zależy od komunikatywności, kontaktów i gotowości do rezygnacji z europejskiego poziomu ochrony socjalnej». Przyznaje, że spełniła marzenie z dzieciństwa, zarobiła pieniądze i wiele zrozumiała — ale powrót do Europy był dla niej najlepszą decyzją. Polska jest bliższa «mentalnie», jest tu dobrej jakości jedzenie, komfortowa przestrzeń miejska, gwarancje pracownicze. Problemy istnieją, ale wszystko poznaje się w porównaniu.

«Są rzeczy, których nie kupisz za żadne pieniądze. Nie chcieliśmy żyć w izolacji, pracować bez wytchnienia dla kartonowego domu pośrodku pola i godzin spędzonych w samochodzie».

Maria podkreśla: jeśli w pierwszym roku w Stanach jest niewygodnie, nie ma co czekać na cuda.

«Kiedy leciałam z powrotem, wewnętrzny głos krzyczał: «Co ty wyprawiasz, zamieniasz szansę na życie w STANACH na jakąś Polskę?!'» — wspomina Maria. — «Ale z czasem zrozumiałam: marzyć o życiu w Stanach podobało mi się znacznie bardziej niż tam żyć».

«Nie tuда idёt эta strana». Amerykański sen koniec? Zapytaliśmy specjalistów IT w USA
«Nie w tę stronę zmierza ten kraj». Amerykański sen to już koniec? Zapytaliśmy specjalistów IT w USA
Powiązany temat
«Nie w tę stronę zmierza ten kraj». Amerykański sen to już koniec? Zapytaliśmy specjalistów IT w USA
Czytaj także
Warszawa czy małe miasto? Rodzina przeniosła się z Olsztyna — znaleźli ponad 10 różnic (i nie wszystkie są oczywiste!)
Warszawa czy małe miasto? Rodzina przeniosła się z Olsztyna — znaleźli ponad 10 różnic (i nie wszystkie są oczywiste!)
Warszawa czy małe miasto? Rodzina przeniosła się z Olsztyna — znaleźli ponad 10 różnic (i nie wszystkie są oczywiste!)
Czytelniczka Dzika mieszkała przez dwa lata w Olsztynie — mieście liczącym 166 tysięcy mieszkańców — ale zeszłego lata przeprowadziła się do Warszawy ze względu na pracę partnera. Podzieliła się swoimi przemyśleniami na temat tego, gdzie żyje się lepiej.
Białoruscy studenci otrzymają wyjątkową możliwość wyjazdu do Korei Północnej
Białoruscy studenci otrzymają wyjątkową możliwość wyjazdu do Korei Północnej
Białoruscy studenci otrzymają wyjątkową możliwość wyjazdu do Korei Północnej
"Mam wynagrodzenie oficjalne i mam kartę pobytu". Broker w Polsce uznał konto za podejrzane i sprzedał aktywa o wartości 100 tys. dolarów
"Mam wynagrodzenie oficjalne i mam kartę pobytu". Broker w Polsce uznał konto za podejrzane i sprzedał aktywa o wartości 100 tys. dolarów
«Realizujemy wypłatę środków z Twojego konta na Twoją prośbę». Problem w tym, że żadnej prośby nie było. Czytelnik «Złotego Dzika» opowiedział, jak broker XTB w ciągu kilku minut sprzedał jego aktywa i rozpoczął wypłatę pieniędzy.
"W promieniu 100 km nie ma tu żywej duszy, bardzo mi pasuje". Jak administrator sieci pracuje na polskiej stacji polarnej
"W promieniu 100 km nie ma tu żywej duszy, bardzo mi pasuje". Jak administrator sieci pracuje na polskiej stacji polarnej
Na blogu theprotocol.it opublikowano wywiad z programistą pracującym na polskiej stacji polarnej Hornsund, Łukaszem Kucem. Kanał DzikPic opowiada, jak wygląda praca informatyka na północy.

Chcesz przekazać ważne wydarzenie? Napisz do Telegram-bota

Główne wydarzenia i przydatne linki w naszym kanale Telegram